czwartek, 6 lipca 2017

To i owo

Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda. Jeśli zagląda to niech da znak życia i niech się czuje pozdrowiony! :)
Dziś nasza (moja i narzeczonego) trzecia rocznica. Dostałam kwiaty, trzy cudne mieczyki przepasane czerwoną wstążeczkę. Miło! Byłam przekonana, że pan Zet zapomniał o tej dacie :). Zastanawiam się czy w ramach świętowanie nie zrobić pizzy...
I z radości...to tyle. Daty ślubu jeszcze nie ustaliliśmy. Już od kilku tygodni wybieramy się do księdza i nie możemy tam dojechać, bo zawsze coś te plany pokrzyżuje! A to praca (pan Zet o tym, że pracuje w dany weekend, dowiaduje się zazwyczaj w piątek...), a to zdrowie i tak na okrągło. Deprymuje mnie to, bo bez ustalonej daty nie możemy niczego innego ogarniać, w sensie sali, kucharki itp. Moja siostra mówi, że mam się nie przejmować, bo co się odwlecze to nie uciecze...niby racja, ale mało mnie to przekonuje. Wszak chodzi o termin ślubu! W przyszłym tygodniu zaczynamy nauki przedmałżeńskie. Jak mus to mus.
W mojej sytuacji zawodowej nic się nie zmieniło. Frustruje mnie to, a z drugiej strony wiem, że chciałabym robić to, czym zajmowałam się przez długie lata w pracy, z której odeszłam. Co prawda, to taka branża, że dalej się tym param (społecznie), a nawet wkroczyłam na ścieżkę orgnizacji pozarządowych, ale czuję niedosyt.
Pan Zet miał urodziny. Fundusze mamy niewielkie, ale bardzo chciałam uczcić ten dzień. Zaprosiłam go więc na pizzę do naszej ulubionej pizzeri, a na wieczór zaprosiłam "po tajniacku" jego przyjaciela z dziewczyną. I niespodzianka by się z pewnością udała, gdyby nie fakt, że zgubili się na naszym osiedlu. :) Musieliśmy po nich wyjść, nie było więc radosnego "100 lat" przez domofon, ale i tak było sympatycznie.
Jakiś czas temu zgłosiłam swoje teksty do pewnego konkursu. Już prawie dwa miesiacy minęły i nie ma żadnych wieści! Sprawdzam codziennie stronę organizatora, jego profil na fb, nawet skrzynkę pocztową własną i nic. Zero informacji o wynikach. Nie spodziewam się, że wejdę do finału, ale chciałabym już poznać werdykt jury. Smutne to i irytujące!
Odświeżyłam kontakt z dobrym znajomym. Ciesze się, że wierzyłam w niego nawet wtedy, gdy wszyscy inni się na niego wypięli. Niech mu się wiedzie jak najlepiej!
Byłam na "okrągłych" urodzinach przyjaciółki. Bawiłam się bardzo dobrze, chociaż byłam trzeźwa, a towarzystwo z minuty na minutę, coraz bardziej "sponiewierane". Żałuję, że musiałam wyjść wcześnie, ale wrażenia całkiem ok.
Byłam na 18. urodzinach chrześniaka. Nie wykazałam się kreatywnością jeśli chodzi o prezent, choć początkowo miałam taki zamiar. Sama nie wiem dlaczego się rozmyśliłam :).
Wyrobiłam książeczkę sanepidowską. Każdy, kto ją ma, wie jak to się odbywa. Nie podobało mi się! Dobrze, że coś takiego ogarnia się raz w życiu... To nie na moje nerwy! Musiałam też zrobić badanie krwi. Nienawidzę tego szczerze! Ani razu nie spojrzałam na igłę, ani na pielęgniarkę, która wkłuwała mi się w żyłę. Siedziałam z głową obróconą w prawo i mocno zamkniętymi oczami. Gadałam jakieś straszne głupoty, żeby tylko nie skupiać się na badaniu. Przetrwałam!









niedziela, 4 czerwca 2017

Być :)!

Dużo się dzieje, próbuję się odnaleźć w gąszczu wydarzeń i emocji... Poznałam kilka osób (znajomi narzeczonego więc trema mega) i jest fajnie. Dostałam propozycję pracy, oznacza to, że znowu będę się musiała przeprowadzić. Decyzja o przyjęciu oferty nie była łatwa, zastanawiałam się ponad tydzień (męczarnia!), ale teraz myślę, że to chyba odpowiedź na moje modlitwy więc DZIĘKUJĘ.
Niebawem zaczynamy nauki przedślubne. To dla mnie totalna nowość i coś, co znam jedynie z opowieści znajomych. Data ślubu już się prawie wyklarowała, czuję stres. Miałam możliwość wyjazdu na Lednicę, nie skorzystałam. Zaczęłam żałować, gdy tylko otrzymałam wiadomość na fb od osoby, która bardzo lubię, a która, jak się okazało, dziwnym zbiegiem okoliczności, jechałam autobusem, którym i ja bym podróżowała. A "czarę goryczy" przelał sms od innej osoby, która pisała, że odnalazła tam na nowo Boga. Ale ciesze się radością tej osoby!
Niebawem dojdzie do pierwszego spotkania rodziców - moich i narzeczonego. Stresss! Postanowiliśmy monitorować spotkanie i nie opuszczać ich na krok :D!
Przez jakiś czas zastanawiałam się nad księdzem, który by odprawił naszą ślubną mszę. Wydawało mi się oczywiste, że powinnien to być mój przyjeciel X., ale teraz widzę - czuję, że będzie to inny kapłan... Rozmawiałam z nim o nurtujących mnie kwestiach i wróciłam do domu uspokojona, bo zapewnił, że wszystko ogarniemy... Dobrze jest mieć dobre kontakty choć z jednym kapłanem - to pomaga w różnych życiowych sytuacjach. :)
Oj, czas mi się kończy, mam dziś intensywny dzień! Ciąg dalszy wpisu po południu :)!

wtorek, 9 maja 2017

piątek, 31 marca 2017

O codzienności i Kelly Family

Czas spędzam ostatnio głównie w kuchni, próbuję coś kminić, ale idzie mi to opornie. Wczoraj np. stworzyłam ciasto katastrofę - miał być "Shrek", wyszła tragedia. Biszkopt opadł, śmietana się zważyła, na talarzu spoczęła kupka nieszczęścia. Przyrządzanie posiłków wychodzi mi lepiej, co mnie nieco podbudowuje, ale i tak mam spory kompleks kulinarny.
Poza gotowaniem, sprzątam, piorę, chodzę po zakupy - takie tam życie "ukryte". Nie mam pracy i pewnie szybko to się nie zmieni. Telefon milczy, nikt mnie nie zaprasza na rozmowy i jeśli nie stanie się cud to już sama nie wiem, co zrobię. Na punkcie braku kasy też mam wielki kompleks, tym bardziej, że mój pierwszy zasiłek wyniósł niecałe 27 zł (nie pytajcie :/).
Mieszkanie w wielkim mieście niespecjalnie mi odpowiada, nie umiem się tu odnaleźć. Właściwie to jedynym plusem jest to, że jestem tu z narzeczonym i mam go na codzień, a nie dwa razy w miesiacu. Inna sprawa, że nie odpowiadała mi opcja mieszkania razem przed ślubem, ale nie miałam innego wyjścia więc chwilowo musiałam na to przystać.
Co jeszcze? Spore zaskoczenie i radość - mój ulubiony zespół z czasów dzieciństwa wraca do gry. Kelly Family wydali nową płytę, a w przyszłym roku wystąpią w Polsce. To może zabawne, ale ich muzyka mnie uspokaja i daje radość, a więc słucham i dni są lepsze. Miłe zaskoczenie przeżyłam, gdy po raz pierwszy odwiedziłam fanpage grupy (prowadzony w j. niemieckim i angielskim) i okazało się, że nie mam problemów ze zrozumieniem postów, choć ostatni kontakt z niemieckim miałam dawno temu :).



sobota, 18 marca 2017

Niedzielny poranek

W końcu weekend, który spędzam w domowym zaciszu. Wczoraj smażyłam naleśniki i upiekłam "murzynka", ale nie jestem zadowolona z efektu, bo wlało mi się za dużo oleju i wyszedł "murzyn". Miniony tydzień minął spokojnie. Potrzebowałam wytchnienia po wyczerpujących emocjonalnie wydarzeniach, w których uczestniczyłam tydzień temu. W poniedziałek ledwo się trzymałam na nogach, nie miałam nawet siły gadać. Poszłam do sklepu i o mało się nie rozpłakałam, bo chciałam kupić zwykłą maślankę, a na półkach były tylko owocowe. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, ale wypicie dwóch piw pomogło mi się wyluzować. We wtorek zajęłam się sprzątaniem (prace domowe to świetne anitodum na psychiczne zmęczenie), a w środę byłam już w stanie podjąć wysiłek intelektualny i próbowałam napisać jakiś tekst na lokalną stronę www, na którą czasem wysyłam teksty. Przeglądam też swoje teksty satyryczne, które się poniewierają na moim laptopie, bo chciałabym wziąć udział w pewnym konkursie. Zgłoszenia można wysyłać do końca kwietnia. Mam więc jeszcze trochę czasu, by próbować napisać coś nowego, ale z doświadczenia wiem, że ciężko mi pisać pod presją "MUSZĘ". Jak nie stworzę czegoś, co mi się spodoba to wyślę stare "kawałki".
Zbliża się ósma. Pora coś zjeść...

wtorek, 7 marca 2017

WTF?

Co się dzieje z tym światem? Co się dzieje z kościołem? Kilka dni temu obejrzałam na yt film, w którym jeden z księży archidiecezji wrocławskiej opowiadał o tym, że jako kleryk był molestowany przez innego księdza. Dziś obejrzałam kolejne nagranie, z którego dowiedziałam się, że ksiądz - ofiara sam wymieniał z młodym chłopakiem wiadomości o treściach mocno erotycznych. Zgłupiałam! Szczęka mi opadła prawie do podłogi i tak siedzę z rozdziawioną gębą, i totalnie nie wiem, co o tym myśleć.
Kapłani, co jest z Wami nie tak???

środa, 1 marca 2017

Nowenna i narzekanie

Nowenna Pompejańska za mną. Zakończyłam ją 24 lutego. Cieszę się, że dałam radę, choć lekko nie było. Trzy części różańca codziennie przez 54 dni to prawdziwy hardcor, ale da się przeżyć. Nowennę polecam, ale chcę "przestrzec" przed skutkami ubocznymi - w sercu rodzi się tęsknota za Bogiem i miłośc do Niego oraz Jego Matki. W niektórych przypadkach może się też pojawić uzależnienie od odmawiania różańca, a dni bez choćby "dziesiątki" okazują się szare i smutne. Najtrudniejsze wydaje mi się... dawanie świadectwa, w myśl modlitwy w części dziękczynnej:

"Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Moje całe życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego, wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie. Amen.

Co się zmieniło po tym jak odmówiłam "Pompejankę"? Nabrałam dystansu do osób, które polecałam w nowennie i choć może nie zapałałam do nich jakąś szczególną miłością to jednak myśl o nich już mi nie spędza snu z powiek. To takie rzeczy, które zauważyłam jeszcze podczas odmawiania. Co jeszcze się wydarzy w tym temacie to już tylko Pan Bóg wie. Chcę ufać, że będzie dobrze. Nasz Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych!
***
A dziś zaczynamy Wielki Post. Od słodyczy powstrzymywać sie nie będę, ale spróbuję częściej się do ludzi uśmiechać i ograniczyć narzekanie. Zamiast narzekać, spróbuję budzić w sobie wdzięczność. Zobaczymy, co z tego wyniknie :).

niedziela, 19 lutego 2017

Nowenna Pompejańska

Do końca "pompejanki" już tylko 6 dni. Cieszę się, ale nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek podejmę się jej odmawiania, bo to trudne jest i wymaga samozaparcia. Sprawa, którą polecam, przyjmuje zaskakujący obrót i śmiem nawet stwierdzić, że sytuacja się pogarsza. Plusem jest to, że zmienił się mój stosunek do tego wszystkiego, nie wiem jak to określić, ale zaczynam nabierać dystansu...
Drugi plus - coś czuję, że częściej będę się modlić różańcem, bo po tylu dniach codziennego odmawiania trzech części, odmówienie jednej wydaje mi się "kaszką z mleczkiem". Kiedyś różaniec wydawał mi się nudny, monotonny i długi, ale dużo dla mnie znaczył. Dziś postrzegam go inaczej - jest piękną modlitwą i wcale nie jest zarezerwowany tylko dla babć :). No i można go wszędzie odmawiać - na spacerze, w kościele, w tramwaju, podczas jazdy samochodem itd. Raz nawet pozwoliłam sobie na mały eksperyment - szłam sobie ulicami pewnego miasta i odmawiając różaniec trzymałam koronkę nie w kieszeni, ale tak po prostu w wyciągniętej dłoni. Nie wiem czy przechodnie to zauważali, ale chciałam pokazać, że młoda (no, tak się jeszcze postrzegam), świecka osoba płci żeńskiej, w glanach i z czerwonymi paznokciami, poleca się Matce Bożej i się tego nie wstydzi. Taka tam sytacja mini-mini ewangelizacyjna :).
***
W moim życiu szykują się zmiany, wtorek ma być dniem "0". Czy wypali? Nie wiem, mam nadzieję, że tak, ale jest to dla mnie trudne i tak jakoś się złożyło, że kilka ostatnich wieczorów przepłakałam. Nie lubię zmian, ale czasem są potrzebne. Trzymajcie kciuki...




wtorek, 7 lutego 2017

Wtorek

Zmęczył mnie psychicznie dzisiejszy dzień. Byłam w Urzędzie Pracy i dostałam tam takiego "kopa", że hej. Ale nie chcę pisać o szczegółach, wystarczy, że się wściekłam. Po powrocie do domu położyłam się i zasnęłam od razu. Pomogło. Poczułam się lepiej.
Nadal odmawiam "Pompejankę". Do końca jeszcze 17 dni. W jakiś sposób ta nowenna nadaje rytm moim dniom i sprawia, że mają sens.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Chlebek i inne radości

Styczeń wlókł się niemiłosiernie, a luty zrobił miłą niespodziankę i leci szybko - taka tam moja refleksja o zimowych miesiącach i upływie czasu.
Byłam wczoraj w kościele i proboszcz mega pozytywnie mnie zaskoczył tym, że po Mszy św. święcił chleb i wodę św. Agaty! Coś takiego w mojej parafii miało miejsce po razy pierwszy i jestem bardzo szczęśliwa! Naprawdę, wyboraźcie sobie, że nawet moja mama, która ma duuuużo lat i od wieeeeelu lat chodzi do naszego kościoła, po raz pierwszy była świadkiem takiego obrzędu. I fajnie, że ja byłam na porannej Eucharystii, a rodzice na sumie, bo przynajmniej mogłam ich uprzedzić, żeby wzięli ze sobą chlebek do poświęcenia. Cieszyłam się także dlatego, że dzięki mojej lubelskiej przyjaciółce Pani Ag, wiedziałam o co chodzi z tym całym święceniem pieczywka i że mogłam w końcu zobaczyć to, o czym wcześniej tylko słyszałam.
Druga radość - wizyta u psychologa. Ale mnie dzisiaj przeczołgała babeczka! O, zgrozo! No, ale poszłam tam po to, by coś ze mną zrobiła więc się cieszę. Wracałam do domu z takim uczuciem jakie rodzi się w człowieku po dobrze spełnionym obowiązku. Kolejna wizyta za tydzień. Trzymajcie kciuki, bo mam zadanie do wykonania!
Trzecia radość - kupiłam czarne naboje do pióra, moja radość sięga zenitu!
Czwarta radość - się zmobilizowałam i wreszcie zrobiłam porządek w swoim telefonie. Wywaliłam blisko 400 zdjęć, usunęłam większość piosenek, pokasowałam smsy i jest pięknie.
Piąta radość - czytam! Tak, wiem - powtarzam do znudzenia, ale to naprawdę wielka radość dla mnie jest więc będę o tym ciągle nawijać, a co :D! Czytam teraz na przemian trzy książki - Jonasza Koftę, ks. Kaczkowskiego i coś na kształt podręcznika dla narzeczonych pod tytułem "Miłość. Małżeństwo. Rodzina". Wspomagająco sięgam po "Słownik wyrazów obcych" Kopalińskiego i chyba wreszcie go doceniam :)! Wolę sprawdzać znaczenia różnych słow wertując pożółkłe i pachnące starością kartki książki niż zaglądać do "guglarki" - czy coś jest ze mną nie tak :D?



piątek, 3 lutego 2017

Podsumowanie tygodnia

Już mi się nie chce odmawiać tej nowenny, a tu jeszcze tyle dni przede mną... Została mi na dzisiaj już tylko część chwalebna różańca - moja ulubiona. Ciężko jest, bo jakoś nie widzę efektów tej mojej modlitwy. Ech, małej wiary...
------
W ciągu ostatniego tygodnia dwa - trzy telefony w sprawach "eks-służbowych". Zdziwiona jestem, że osoby, które telefonowały nie wiedziały, że odeszłam, choć obracają się w kręgach, w których wiadomość o moim wypowiedzeniu rozeszła się lotem błyskawicy. Jedną z tych osób zbyłam szybko, a z drugą trochę niezręcznie mi się rozmawiało. Poprosiła jednak o pomoc, a ja postanowiłam ją wesprzeć, tak trochę z miłości do tego, co robiłam i dla własnej przyjemności.
------
Poprosiłam kogoś o pomoc w ważnej i pilnej sprawie. Pomimo obietnic, pomocy się nie doczekałam. Początkowo nie byłam upierdliwa, uspokajały mnie zapewniania, że będzie dobrze więc czekałam. Czas mija a tu dalej nic. Jak widać, sprawdza się powiedzenia Obiecał pan kożuch, ciepłe jego słowo.
------
Czy już wspominałam o tym jak bardzo jestem zadowolona z okularów? Dzięki nim odzyskałam radość z czytania! To naprawdę niesamowite, bo książki były kiedyś całym moim światem. Teraz to wraca, choć czasem mam wielki dylemat, co wybrać - lekturę czy grę komputerową.

środa, 1 lutego 2017

Łaska

Nowenny Pompejańskiej dzień 31. Trwam w tej modlitwie, nie jest to proste, bo przecież żyjemy w czasach, w których panuje pośpiech i ogólny chaos, a tu niczego się nie przyśpieszy - dni pompejanki przesuwają się powolutku, tak jak paciorki różańca i to uczy pokory. To nie ja robię Panu Bogu łaskę, odmawiając nowennę, ale to On dał łaskę mi, że się tego podjęłam.
***
Jestem bardzo zadowolona z okularów. Odzyskałam radość z lektury książek. Już nie muszę mrużyć oczu, by coś przeczytać.
***
Na paznokciach czerwony lakier. Ten kolor najładniej się prezentuje na moich dłoniach. Ale niebieski też czasem lubię. 

niedziela, 29 stycznia 2017

folia

Odebrałam okulary. Nie sądziłam, że mam problem ze wzrokiem, aż przez nie nie popatrzyłam. Do czego mogłabym to porównać? Hm... Efekt jest taki jakbym do pory oglądała świat przez folię i nagle ktoś ją zabrał.

wtorek, 24 stycznia 2017

Zmartwiona

Jestem jakaś niespokojna. Nie umiem tego nazwać. Nie podoba mi się to.
Ostatnie pieniądze wydałam na okulary. Dobrze, że coś jeszcze miałam odłożonego. Teraz  jestem bez grosza. Perspektyw na pracę nie mam żadnych. Nawet na rozmowy mnie nie zapraszają. Zasiłek? Na koniec lutego...
Dużo złych informacji do mnie dociera. Jakiś czas temu myślałam o pewnej znajomej (starszej od mnie tak bardzo, że mogłabym być jej córką), sympatycznej osobie, która bardzo była przywiązana do swoich rodziców. Pomyślałam o niej i o nich. Spotkałyśmy się parę dni temu i znajoma w żałobie - rodzice odeszli, jedno po drugim, w ciągu niespełna roku dwa pogrzeby... Niech spoczywają w pokoju!
Inna znana mi osoba coś jakoś tak zamilkła, nie dzwoniła, nie pisała, nawet nowych postów nie umieszczała wiadomo gdzie... ostatnio dużo o niej myślałam - sama nie wiem dlaczego. Dziś dotarły do mnie informacje, które mną wstrząsnęły. Pewnie dlatego nie mogę spać, choć jest już po drugiej...
I jeszcze jedna sytuacja, przez którą miałam trochę wyrzutów sumienia. W październiku odwiedziłam pewną osobę. Miałam do niej wpaść po kilku dniach, ale tak się jakoś sprawy układały, że nie wyrabiałam i w efekcie do niej nie dotarłam. Aż w końcu dowiedziałam się, że miała bardzo poważne problemy zdrowotne i nie miał jej nawet kto zrobić zakupów. W końcu się spotkałyśmy, ale w dalszym ciągu nie wiem jak to się stało, że tak długo jej nie odwiedzałam!




Naganne

Tracę wiarę w ludzi... Ktoś zrobił coś, bo ktoś inny mu powiedział, że ja tak zawsze robiłam i ten człowiek w to uwierzył... Wściekłam się, bo to nie była prawda. Boli, że ktoś mi przypisał naganne zachowanie i w ten sposób sprawił, że ktoś tak postąpił. Przykro, że osobnik okłamany nie zapytał mnie o radę przed przystąpieniem do działania. A najgorsze to chyba to, że istnieje ewentualność, iż osobnik potencjalnie okłamany mógł to wszystko zmyślić... Jak ja nie lubię takich dziwnych akcji!
Postanowienie - ostrożność wobec ludzi i ograniczone zaufanie!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

22 i rozkmina

22 dzień "pompejanki" i kryzys! Wczoraj usnęłam w trakcie odmawiania drugiej części różańca i strasznie mi z tym źle. Uspokoiłam się nieco, gdy Dobra Dusza (mająca nieokrzesany charakterek :) )poradziła, bym dokończyła dziś to, czego nie dałam rady odmówić wczoraj i kontynuowała nowennę. Ja się tak bardzo przykładam do tej modlitwy i tak bardzo mi zależy, by dotrwać do końca, że byłabym niepocieszona, gdyby się okazało, że trzeba zacząć od nowa. Pewnie, zaczęłabym jeszcze raz, ale czułabym, że dałam plamę i że mój zapał okazał się słomiany... Nie, nie traktuję odmawiania "Nowenny Pompejańskiej" jak jakiś rozgrywek czy sportowych zawodów, nie tratuję też jej jako maszynki do spełniania życzeń. Przeciwnie, byłam zawsze sceptycznie nastawiona do tej modlitwy i z dystansem przyjmowałam to, że różne znane mi osoby sięgały po nią, by wymodlić taką czy inną łaskę. Cóż, to się zmieniło, gdy i w moim życiu pojawiła się sprawa, której sama nijak nie ogarnę i postanowiłam wezwać pomocy "z Góry". Zaczyna mi też świtać pod kopułką, że to chyba nieważne za bardzo czy się człowiek modli na rożańcu, brewiarzem, z książeczki czy rozmaitymi koronkami, ale najważniejszy, by modlitwa ta wypływała z głębi serca... Ale co ja tam wiem, nie jestem teologiem i tak sobie snuję tutaj wolne rozważania.



sobota, 21 stycznia 2017

Czary mary, okulary

Takie szkła będę nosić. Dziś byłam u okulisty. Okulary zamówione, odbiór za tydzień...

piątek, 20 stycznia 2017

19 dzień

Moje odmawiania Nowenny Pompejańskiej trwa! Dziś 19 dzień! To jest dopiero jazda! Nie wiem czy moja intencja zostanie wysłuchana, ale mam mocne przekonanie, że...WARTO się modlić :).

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pompejańskie zwątpienie

"Pompejanki" dzień piętnasty. Piętnasty! Jeszcze trzydzieści dziewięć... 39!!! Chwila zwątpienia - na co mi to było? No, na co? I kto "normalny" odmawia codzienne trzy różańce? Trzy! To się władowałam...ale intencja ważna!
***
Niedziela była dla mnie dniem spotkań, rozmów i... sekretów. Finał? Kiepsko mi się spało tej nocy. Dowiedziałam  się wiele, o wiele za dużo niż mój umysł ogarnia i smutno mi, bo informacje o moich znajomych są dość niepokojące. Trzymam kciuki, by wykaraskali się z tych swoich kłopotów...
***
W trakcie odmawiania "Pompejanki" odczuwam wzmożoną potrzebę czytania Ewangelii i sięgam po nią codziennie. Słowo ma moc!
***
Zastanawiam się nad zniknięciem z fb i nad odcięciem się od spraw gminy, na terenie której pracowałam. Dzieją się tam rzeczy, o których się filozofom nie śniło...
***
Postanowienie - maksymalnie upraszczać swoje wypowiedzi.

środa, 11 stycznia 2017

Ot, tak

Dziesiąty dzień "pompejanki".
Myślę o zrobieniu kursu wychowawcy kolonijnego i wyrobieniu książeczki sanepidowskiej. Przeglądając różne ogłoszenie o pracę, trafiłam na robotę wymarzoną, ale książeczka była warunkiem... Cóż, tym samym mam o jedną pozycję więcej na liście planów i zadań. W innym punkcie ujęłam honorowe krwiodawstwo. Co prawda, mdlęję na widok igły, ale chciałabym oddawać krew, tym bardziej, że mam grupę 0Rh-. Idąc tym tokiem - w portfelu noszę oświadczenie o chęci zostania dawcą narządów, jeśliby coś mi się przytrafiło. Kiedyś myślałam o tym, by zostać też dawcą szpiku, ale nie mam na tyle odwagi jednak.

wtorek, 10 stycznia 2017

Kulturalny staż...

Wzięłam się za odmawianie Nowenny Pompejańskiej i dziś minął dzień 9. Mam nadzieję, że wytrwam do końca. Dziś dopadł mnie lekki kryzysik, ale walczę. Walczę też ze sobą, bo dopada mnie smutek, że nie mam pracy i nie wiem czy coś znajdę. Właściwie to przypomniałam sobie, że żadna z rozmów kwalifikacyjnych, na jakich do tej pory byłam, nie zaowocowała nawiązaniem umowy o pracę więc zaczynam się zastanawiać czy to ja jestem do bani, czy mam po prostu kwalifikacje, które do niczego się nie przydają. I rodzi się pytanie... po co mi były studia, jedne, drugie, trzecie, skoro nikt mnie nie chce??? Właściwie...chce, jedna pani z "mojej" branży (ale inna jednostka), kazała mi zapytać w PUPie czy łapię się na staż, bo ona bardzo chce mnie właśnie przyjąć na takich warunkach. Żenada... Najsmutniejsze, że ona to mówi zupełnie serio i dziwi się, że nie jestem zachwycona. Ech, jakby nie mogła mnie zatrudnić... Staż... Fajnie, nie ma co...

Szkoda, że oświatą i kulturą rządza samorządy, a samorządami...znajomości. Gdybym miała znajomości, o pracę nie musiałabym się martwić, a tak...zdana jestem na Opatrzność. Bo tu już tylko Pan Bóg może pomóc... Ale czy On pomoże skoro trudno mi wierzyć, że tak się stanie? Brr, jak ja nie lubię tkwić w tym moim zniechęceniu!



sobota, 31 grudnia 2016

Za i przeciw

Cieszę się, że rok 2016 się skończy już za pół godziny. Bardzo się cieszę. Nie mam siły na podsumowanie minionych 365 dni. W nowy rok wchodzę jako kłębek nerwów i oaza niepewności. Mam dwa marzenia - znaleźć pracę i żeby w 2018r. zmieniła się władza... Polityka jest syfem i bagnem. Jestem jej ofiarą, banitką i człowiekiem z etykietką opozycjonistki. Najśmieszniejsze jest to, że nigdy się do polityki nie mieszałam... I nie zamierzam tego robić! Nie kłaniam się w pas możnym tego świata i czynić tego nie będę.
Potrzeba mi czasu na wylizanie raz i odreagowanie zranień... I chyba przestanę być miła, bo skoro inni dla mnie nie są... I zacznę w sobie pielęgnować zazdrość i zawiść. I będę snuć intrygi, siać plotki, ranić wszystkich słowem i czynem. Będę niszczyć cudze marzenia, przeszkadzać w realizacji planów, siać ferment i niezgodę. Będę dążyć do celu po trupach i przestanę szanować innych. Będę chamska, wredna i złośliwa, pyszna, prostacka i grubiańska. Zamknę się w swoim świecie i będę podsycać nienawiść wobec wszystkiego i wszystkich....
***
O, nie! Nie będę! To nie jest dla mnie! Zmęczyło mnie już samo pisanie o tym, jaka mogłabym być, gdybym przeszła na "ciemną stronę mocy". Ja tak nie chcę! Proszę Boga o dar wybeczania i oto, by i mi przebaczono. Nie jestem idealna, ale jest we mnie jakieś dobro i właśnie to chcę rozwijać! Mniej marudzenia więcej działania albo chociaż pozytywnego myślenia!
Niech Wam się szczęści i dobrze wiedzie, Kochani!

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Słodko-gorzko

Zmęczona jestem uszkami, barszczykiem, pierogiami i śledziem. Na szczęście choinka i pogodne, kolorowe światełka dawały wytchnienie i jakoś tak się raźniej robiło na sercu, gdy na nie patrzyłam. Postanowiłam sobie zrobić świąteczny prezent i wybaczyć wszystkim, którzy sprawili, że te 365 dni było tak trudnych.... To był ciężki rok emocjonalnej rzeźni, który kończy się średnio na jeża. Wielu rzeczy nie rozumiem... zwłaszcza metod wychowawczych pewnej osoby, polegających na karaniu 5-letniego szkraba tym, że nie może pojechać do ukochanych dziadków, choć szykował się do wyjazdu cały dzień. A dziadkowie czekali na te odwiedziny z takim samym utęsknieniem... Może łatwiej by było to przełknąć, gdyby nie chodziło o spotkanie pierwszego dnia świąt... Brrr...
***
A z radosnych wieści... jestem narzeczoną :)! 22 grudnia otrzymałam pierścionek :).

czwartek, 15 grudnia 2016

Radość

Czasami "gubię" dni, wydaje mi się, że jest wtorek, a w rzeczywistości mamy czwartek. Takie tam przeskoki. Kilka razy się na tym złapałam, raz czy dwa nawet w rozmowie z koleżanką. Traktuję to jako "uroki" bezrobocia. :) Podobnie jak i to, że Urząd Pracy czegoś nieustannie ode mnie chce, a ja biegam z językiem na brodzie, żeby te ich zachcianki spełnił, czyli dostarczyć dokumenty, a potem jeszcze raz odbyć wyprawę do byłego pracodawcy, by poprosić o poprawkę czy uzupełnienie, bo coś jest nie tak. Jestem szczęśliwa, bo wczoraj udało mi się wyjaśnić pewną sprawę bez konieczności kontaktowania się z eks - dyrekcją. Jupi!