sobota, 2 stycznia 2016

Życzenia :)

Świętuję, piję, jem i oglądam filmy. Życzę Wam, Kochani, wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze w tym Nowym Roku 2016. Niech Wam się wiedzie, niech się spełniają Wasze marzenia, żyjcie w zdrowiu, szczęściu i miłości.  I nie traćcie czasu na przejmowanie się bzdurami, i na głupie spory - szkoda życia! :)
PS Dotarło do mnie, że moi chrześniacy to już staruchy totalne, jeden skończy w tym roku 15 lat, a drugi 17. Masakra :D 

wtorek, 29 grudnia 2015

sms - zagadka i rozwiązania

Otrzymałam dziś taki sms:

"Pawel 10Km od GOSTYNIA A TY" (pisownia oryginalna)

Jak myślicie, co odpisałam?

@@@

Napisałam:

"Jacek, 36 lat, Wrocław"

I rozmowa się zakończyła :)

czwartek, 24 grudnia 2015

Rodzi się...

.... nam Bóg!  
Radujmy się i czcijmy Nowonarodzonego, 
bo to właśnie On jest SENSEM 
i tylko On nadaje SENS. 
***
Błogosławionych Świąt!



środa, 23 grudnia 2015

Magia codziennych przedmiotów

Są przedmioty codziennego użytku, które może nie rzucają się w oczy i zazwyczaj nikt się nimi nie zachwyca szczególnie, ale mają w sobie coś magicznego. Gdybym miała robić zestawienia takowych rzeczy.... A nie, ja nie będę gdybać, ja to po prostu uczynię!
Zestawienie magicznych choć prozaicznych przedmiotów wg Martuhy:
1. Szuflada, bo zazwyczaj ukrywa różne drobiazgi, które nieustannie muszą być pod ręką, czasem takie, co do których niewiadomo, gdzie je położyć, jakiś notes, długopis, pendrive i inne. Czyż to nie jest urocze, gdy porządkując wnętrze szufladki trafia się na pocztówkę z wakacji, fotografię przyjaciela albo ulubiony ołówek?
2. Lustro, bo jest bohaterem filmów, bajek, legend i innych opowieści dziwnej treści. Nieodłączny towarzysz kobiety, który czuwa nad jej wizerunkiem. Stłuczono podobno przynosi 7 lat nieszczęścia, ale kto by się tam przejmował zabobonami :-)
3. Okno, bo można je zasłonić, odsłonić, zamknąć, otworzyć ( podobno nawet umyć ), uchylić, wyjrzeć przez nie a nawet wyjść ( w ekstremalnych sytuacjach, ale jednak ), zasiąść w nim, pomaga marzyć albo zorientować się, że zbliża się do nas sąsiadka, listonosz lub długo wyczekiwany gość ( albo ksiądz po kolędzie ).
4. Okulary, bo dodają uroku, choć najczęściej związane są, niestety, z wadą wzroku. Lubię okularników płci obojga i nic na to nie poradzę.
5. Kubek, bo może nie ma uroku szklanki czy wdzięku filiżanki, ale zazwyczaj jest to solidna konstrukcja, której można zaufać. Wlewasz wrzątek, a po chwili delektujesz się pyszną kawunią, herbatką albo jeszcze innym czymś. Kubek to także niezastąpiony towarzysz wieczorów z książką, rozmów z przyjaciółmi czy godzinnych sesji przed komputerem. "Hardkorowcy" korzystają z kubków "nawet" w pracy. Kubek nie jest abstynentem, równie dobrze przechowuje się w nim herbatka jak i grzaniec, bo piwko to najlepiej z kufla :-) Kubek można komuś podarować, niestety, można i stłuc. Kubek jest dostosowany do użytku zewnętrznego ( wyjdź z nim z domu to zobaczysz ) i wewnętrznego ( zostajesz w domu i siedzisz w kuchni, pokoju albo gdziekolwiek :-) ).
6. Długopis, bo można nim podpisać dokument, napisać list, życzenia, zapisać myśl, którą się chce uchronić od zapomnienia. Co ciekawe, długopisy Martuhy mają to do siebie, że właścicielka nigdy ich nie kupuje, a zawsze ma ich co najmniej kilka. Byłby to objaw kleptomani? :)
7. Babska torebka, bo wbrew wszelkim zasadom logiki, fizyki i innych "ików" im mniejsza, tym więcej pomieści. Legenda wiejska głosi, że w jednej znalazł się nawet młotek, nie dziwi mnie to wcale :-).

Ktoś, coś? Inne propozycje?

wtorek, 22 grudnia 2015

Asertywność czy nie?

Jeśli jestem asertywna i grzecznie, lecz stanowczo stawiam granicę, a ktoś tego nie rozumie to kto ma problem - ja czy ów? A jeśli problem ma on, to czemu ja odczuwam lekkie wyrzuty, że zamiast się zaśmiać i obrócić sprawę w żart, proszę, by tego czy tamtego nie robić? I czy faktycznie jestem asertywna?

Przykład:

"- Co robicie na sylwestra?
- Zostajemy w domu.
- Aaaa, to będziecie robić dzieci :)
- Nie, nie będziemy. Wiesz, ja nie przepadam za takimi żartami. Przepraszam, ale mnie po prostu krępują..."

poniedziałek, 21 grudnia 2015

świąteczna statystyka

Zatłuczone karpie: 0
Ubrane choinki: 0
Wysprzątane pokoje: 0
Ulepione pierogi: 0
Wysłane kartki: 0
Upieczone ciasta: 0
Otrzymane kartki: 4 ( dziękuję!!! )
Spowiedź: 1

Reasumując, najważniejsze ogarnęłam.

czwartek, 17 grudnia 2015

bez zmian, ale radośnie

Są już wyniki konkursu, w którym startowałam. Nie zdobyłam stanowiska. Okazuje się, że będzie  je sprawować osoba, która robiła to do tej pory. [ Powodzenia! ] A ja kontynuuję poszukiwania nowej pracy, bo potrzebna mi zmiana. Kto zna moją sytuację, ten wie. Kto nie zna, niech uwierzy, że wszystko ma swoje granice, a ja wbrew pozorom wcale nie jestem cierpliwa i opanowana. :)
Ale dosyć o tym! Muszę Wam powiedzieć,że dziś zakończyło się całotygodniowe świętowanie moich urodzin.
Dziękuję i Wam, Drogie Panie za serdeczności w komentarzach - oby się spełniło :)
Jestem w totalnym szoku, ile osób o mnie pamiętało. Wieczorem spotkałam się z moim zespołem i jedna z dziewczyn przywiozła specjalnie dla mnie upieczony TORT. Dostałam też od ekipy pakiecik upominkowy, a w nim m.in. marcepan - piszczałam z radości :)
Szykuje mi się ciekawy weekend - odwiedziny przyjaciółki z internatu, a w niedzielę wyjazd do m. Trochę się denerwuję, chciałabym, żeby już był poniedziałek :)

środa, 16 grudnia 2015

po-urodzinowo

Zostałam dziś ciocią - na świat przyszła Polunia, a Marysia awansowała i zyskała status starszej siostry. Gratuluję Rodzicom i trzymam kciuki za Maleństwo :) I cieszę się, że w naszej rodzinie jest kolejne grudniowe dziecko. Ja też jestem grudniowa, 5 dni temu obchodziłam 31. urodziny i przekonałam się jak wspaniałych mam przyjaciół, znajomych, rodzinę i Pana Zet ! Mam za co Bogu i ludziom dziękować! :)
Dzień przed urodzinami byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, o której Wam wspominałam. I było to bardzo miłe spotkanie, choć do tej pory nie ogłoszono wyników i nie podano nazwiska osoby, która obejmie stanowisko. Trochę się denerwowałam przed rozmową, alo jej przebieg mnie usatysfakcjonował, bo komisja była najbardziej zainteresowana tym, co mnie pasjonuje ( zaczyna się na "k", kończy na "t" ). :) i zadawała mnóstwo pytań, a ja błyszczałam. W efekcie czuję się dowartościowana, bo przygotowując się do konkursu zrozumiałam, że mam coś do zaoferowania światu i nie jest ze mną tak źle jak sądziłam. Teraz muszę się zająć pracą nad sobą, bo wychodzi ze mnie uparta jędza :)

środa, 9 grudnia 2015

Kciuki

Nie mam czasu na nic. Dziś rozmowa kwalifikacyjna, godz. 11:30. Nie mam pojęcia w co się ubrać. Kilka ostatnich weekendów było intensywnych, a drugie tyle przede mną. Auto mi dziś nie odpaliło i tak sobie myślę, że ta moja poprzednia "pszczółka" to jednak była niezawodna i niezłomna.
Na fb ludzie masowo udostępniają post o zaginięciu człowieka z okolicy. Zastanawiam się czy to żart, czy naprawdę nie można tego pana namierzyć. Jeśli serio, to współczuję rodzinie.
Inny pan wybrał drogę życia, a właściwie powrót "do świata". Sprawy powołaniowe to są bardzo delikatne, a zarazem trudne kwestie i bardzo łatwo jest kogoś osądzić, zdeptać, przekreślić Trzymajcie kciuki za Młodego, oby się odnalazł.

środa, 2 grudnia 2015

6:1 , kulturalne boje

Szukam innej pracy. Znowu, a właściwie...bez przerwy. Szkoda, że odzew na moje wszystkie wysłane cv jest niewielki. Mam słabe kwalifikacje albo źle zrobione cv. Chociaż nie, mały news - złożyłam papiery w pewnym konkursie. Burmistrzowi chyba się nie śpieszy z zatrudnieniem nowego człowieka, bo o tym, że spełniłam wszystkie wymogi formalne i zostanę zaproszona na rozmowę, dowiedziałam się dopiero wczoraj, czyli po blisko 3 tygodniach od dostarczenia dokumentów. Jest 6 osób i ja, w tym 5 facetów. Konkurs traktuję jako ciekawe doświadczenie i startuję bardziej dla sportu, i autopromocji niż z przekonania, że mnie zatrudnią. Mam ogromne doświadczenie i potrafię ciężko pracować, ale z konkursami różnie bywa. A jak, to już niech sobie każdy sam dopowie.

niedziela, 29 listopada 2015

Premia

"Obiecał pan kożuch - ciepłe jego słowo"
Mieliśmy dostać premię. Nie dostaniemy. Czy ktoś jest tym zdziwiony?....

piątek, 27 listopada 2015

Ciotki chcą dziecka

Kuzynowi urodziła się wczoraj córeczka, kumplowi syn. Ja dzieci nie mam, ale moje koleżanki z pracy miały dziś DZIEŃ NAMAWIANIA MNIE DO ZOSTANIA MAMĄ. A zaczęło się od tego, że przyszła do nas jedna babeczka z kilkumiesięczną dziecinką. Niemowlę urocze, a i owszem, ale po tym jak się przywitałam i pozachwycałam maciupstwem, wróciłam do przerwanej roboty. W tym momencie zebrało się babskie grono i zaczał się jazgot ( ochy, achy, śmiechy, hihy ), naszpicowany namawianiem mnie do postarania się o dziecko, BO LATKA LECĄ, BO POTEM BĘDZIESZ ŻAŁOWAĆ, ŻE SIĘ TAK PÓŹNO ZDECYDOWAŁAŚ, BO TWOJE DZIECKO  BEDZIE MIAŁO 4 FAJNE CIOTKI ( TIA.... ), BO, BO, BO...
Nie cierpię takich akcji. Nie lubię jak ktoś publicznie komentuje moje prywatne sprawy. Nie zamierzam się nikomu tłumaczyć dlaczego nie wyszłam za mąż i nie mam latorośli. A gdyby się okazało, że nie wykluczam opcji posiadania dzieci, ale nie czuję musu mienia ich teraz, natychmiast, już?...Zapytałam o to jedną z pań, bo miałam do tego okazję. Jej mina była bezcenna! Ciekawe jaką by miała minę ona i koleżanki, gdybym tak np. zapytała czy im czasem menopauza rozumu nie odebrała... Bo, że taktu nie miały, odczułam wielokrotnie.

piątek, 20 listopada 2015

O mnie - gdybyście zapomnieli

1. Mam silną słabość do przypinek ( uwielbiam je !!! ), i do hot-dogów z orlenu.
2. Za dużo gadam i czasem własne gadanie  doprowadza mnie do szału. A tak w ogóle to nie lubię gadać ( myślałby kto... :P ), wolę pisać
3. Jestem złośnicą do kwadratu.
4. Jestem spontaniczna, ale nie lubie improwizować. Albo na odwrót.
5. To, że płaczę, nie oznacza, że mam chandrę, depresję lub inną sytuację kryzysową.
6. Nie mam zdolności manualnych. Snuję wizje, których nie umiem wprowadzić w życie. Jestem niepraktyczna do bólu, nawet robienie na drutach przerosło moje możliwości.
7. Lubię chodzić do kina.
8. Lubię kupować książki i/a nawet je czytać.
9. Jestem bałaganiarą.
10. Wolę porządnego kotleta niż najlepsze ciasto :) .

czwartek, 19 listopada 2015

znak



konkurs

Złożyłam papiery w konkursie na stanowisko "głównodowodzącego". I sama się dziwię, ale jego wynik ani mnie ziębi, ani grzeje. Będzie, co będzie. Zero stresu i przejmowania się. Ale przynajmniej "szyszki" się dowiedzą, że istnieje ktoś taki jak ja i może przeglądając moją aplikację pokiwają z uznaniem głową :).
Ciekawe czy zadzwonią, by zaprosić mnie na rozmowę...

niedziela, 15 listopada 2015

Wszystkiego po trochę

To był trudny tydzień. Czynnik ludzki zawodził na każdym kroku, a właściwie w krokach trzech i teraz będę musiała wyegzekwować od ludzi wypełnienie ich zobowiązań. Z jednej strony się wściekam, a z drugiej powtarzam jak mantrę "Panie Jezu, zrób coś z tym" i "...widocznie tak miało być". Pragnę ufać, że Pan Bóg ma w tym jakiś cel i patrzę w przyszłość z lekkim stresem, ale z jeszcze większym pragnieniem UFANIA. A to trudne jest!
Brakuje mi pana ZET. Zobaczymy się dopiero za tydzień albo dwa, w zależności od jego pracy. Trochę to przygnębiające, tym bardziej, że przydałoby mi się teraz jego wsparcie. Ale widocznie mam sobie radzić sama... Nawet nie mamy kiedy pogadać na skypie.
Jeden z moich kotów poszedł sobie gdzieś i nie ma go już od 3 dni. Jestem zła i jest mi smutno, ale się nie przyznaję. Trochę się łudzę, że może jeszcze wróci, przy jednoczesnym nastawianiu się, że cóż - trudno - nie ten, to inny. I ten mój dualizm jest najśmieszniejszy :-).
Zajadam się jabłkami suszonymi na piecu. Pyszności! Fajnie jest mieć tradycyjny piec w domu, gotować na nim pyszności, grzać się przy ogniu... Mi więcej do szczęścia nie trzeba.
Kupiłam zegarek. Sobie. Mi. Prezencik ode mnie dla mnie. Skromny, ale wyrazisty tak jak ja :). Kupiłam, żeby się zdyscyplinować i bardziej pilnować planu dnia. A poza tym przejadło mi się nieustanne grzebanie w torebce albo w kieszeni w poszukiwaniu telefonu jak chciałam zobaczyć, która godzina.
A odzyskanie niepodległości świętowałam z tą piosenką:
Niepodległość - trudne słowo. 
Może ono znaczy coś ważnego w naszym życiu? 
Kto mi wytłumaczy? 
Tak to słowo - bardzo ważne. 
Jeśli słuchać umiesz
To na pewno już niedługo łatwo je zrozumiesz.

Ref.: Uwięziony ptak nie śpiewa.
A czy wiesz dlaczego?
Bo nie spotkasz nigdy w klatce,
Ptaka szczęśliwego. (bis)

Czasem ktoś Ci nie pozwoli cieszyć się swobodą
i zamieszka bez pytania w twoim kraju z tobą.
Potem bardzo się panoszy, rządzi i wymaga.
Wreszcie mówi, że tak lepiej, że tobie pomaga.

Ref.: Uwięziony ptak nie śpiewa.
A czy wiesz dlaczego?
Bo nie spotkasz nigdy w klatce,
Ptaka szczęśliwego

Tak poznałam, zrozumiałam słowa najważniejsze.
Niepodległość znaczy wolność, słowa najpiękniejsze
Niepodległość znaczy wolność, słowa najpiękniejsze.

wtorek, 20 października 2015

o hobbitach i życiu prawie kulturalnym

Częstotliwość moich wpisów spada, choć obiecuję sobie pisywać regularnie bloga lub pamiętnik. Postanowienia postanowieniami, a życie życiem - milczę. Milczę i obserwuję. Obserwuję i wyciągam wnioski. Pierwszy taki, żeby chodzić w czapce, bo pogoda zdradliwa, a ja znowu na antybiotykach i z osłabionym - liczę, że przejściowo - słuchem.
W życiu zawodowym kolejna zmiana szefa. Zastanawiam się czasem czy pracę mam przez modlitwę ( wymodlenie ) , czy też na odwrót - moja modlitwa rozwija się dzięki pracy... Czy w ogóle można oddzielić te dwie sfery? Myślę, że wątpię.
Jakiś czas temu zmieniłam samochód. Powiedzmy, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Między nami zaiskrzyło ( i nie było to iskrzenie w instalacji elektrycznej :-) ) i od tamtej pory razem bujamy się  po dróżkach, drogach, autostradach. Mam nadzieję, że to będzie udany związek!
Czytam na nowo "Władcę Pierścieni". Gdyby to ode mnie zależało, chciałabym zostać hobbitem, przemawia za tym szczególnie perspektywa posiadania dobrze zaopatrzonej spiżarni i specyficzny styl życia. No i znajomość z Gandalfem. Moją sympatię budzą też hobbicie stopy i łydki, ale nie jestem fetyszystką :-).
Z innej beczki - mam dwa koty. Moje koty nie boją się samochodów, co dla sierściuchów może skończyć się tragicznie, bo mieszkam tuż obok drogi. Czy istnieje jakiś sposób, aby nauczyć zwierzaka unikania aut?
Zrobiłam generalny porządek na moim biurku. Miło było zobaczyć blat. Przy okazji znalazłam całe mnóstwo różnych kartek, karteczek i karteluchów z zapiskami, które kiedyś ważne, dziś okazały się bezwartościowe więc powędrowały do pieca. Lubię, gdy przestrzeń wokół mnie jest w miarę uporządkowana.
Na honorowym miejscu biurka ulokowałam super pamiątkę z pobytu w Lublinie - maskotkę, której nadałam imię "Wronka Iwonka". Tuż obok stoi słoiczek na "przydasie" ( dzięki zdolnościom mojej znajomej, wystylizowany modelinowo na domek hobbita ), kubek z długopisami, szklana kula oraz świecznik, który znalazłam na strychu. Jak nie gromadzę bibelotów, bo za nimi nie przepadam, tak te przedmioty lubię i uważam, że pasują do mojego pokoju. Każda z tych rzeczy ma charakter i swoją własną historię, a ja lubię otaczać się tym, co niepowtarzalne. Tak, jestem sentymentalna. I nie wstydzę się tego! :-)
Wybieram się niebawem na koncert DOMOWYCH MELODII. Polecam, fajni są. Mamy miejsca w II rzędzie - dobra miejscówka.
Postanowiłam zwolnić trochę tempo i żyć spokojniej, bardziej skupiając się na sprawach osobistych i rodzinnych niż na tym, co "na zewnątrz". Chcę delektować się życiem, zamiast dławić zbyt pośpiesznie połykanym. Zdarza mi się nie odbierać telefonów, odmawiać udziału w pewnych wydarzeniach, nawet odmawiać spotkań i ... czuję się z tym dobrze! Żebyście mnie dobrze zrozumieli, doceniam i cieszę się kontaktami z ludźmi, ale czasem wolę pobyć w domu i np. wypić herbatkę i pogadać z rodzicami. Fajnie jest mieć dom, w którym się człowiek dobrze czuje i do którego wraca z radością. I okazuje się, że nawet praca w ogrodzie nie jest taka zła ;)

piątek, 9 października 2015

cień przeszłości - facet

Rok temu pisałam o tym, jak ktoś mnie potraktował. Dla przypomnienia -> KLIK
A wracam do tego, bo... ten gość napisał do mnie przedwczoraj! Nie wiem czy bardziej mnie to wkurzyło, rozbawiło czy zdołowało. Dominujące było chyba zadziwienie i zdegustowanie. Nie odpisałam ( jestem z siebie dumna!!! ), skasowałam wiadomość i powiedziałam panu Z ( mojemu panu Z. )., że "cień przeszłości" się odezwał. A teraz myślę, że...żałuję bardzo, że nie zerwałam znajomości z tym "cieniem" od razu, gdy się zaczynała kilka lat temu...
Dosyć wspomnień! Moja teraźniejszość jest lepsza i piękniejsza, może trudniejsza, ale mimo wszystko lepsza niż to, co było... I za to jestem wdzięczna! :-) 

poniedziałek, 5 października 2015

homofobicznie

Kocham Kościół, choć w tych czasach nie jest to łatwe. Nie popieram oszustów, którzy niczym robak, wyżerają owoc od środka, przy zachowaniu zewnętrznego piękna obiektu. Nie rozumiem jak ktoś może być dwubiegunowy do tego stopnia, że głosi jedno, a w myśl totalnie odmiennych reguł postępuje. Oficjalnie stoi na straży pewnych norm i zasad, a prywatnie wiedzie żywot zakochanego geja, łamiąc celibat i oczekując nie wiem czego...
I po co robić z siebie medialną, homoseksualną ofiarę "złego" Kościoła i "niedobrych" katoli? Nie łatwiej było po prostu nie iść do seminarium, skoro się wiedziało, że bardziej niż uroki powabnych dziewcząt, kręcą kogoś przystojni chłopcy? Nie mam nic do gejów, ale gej i oszust w jednej osobie to dla mnie za dużo. Jako katoliczka nie mogę patrzeć na medialną farsę, której teraz wszyscy jesteśmy świadkami. I jak bumerang, wraca jedna myśl - mamy takich kapłanów, jakich sobie wymodlimy... Czyżbyśmy teraz zetknęli się ze skutkami zaniechań w tym względzie? 
I na koniec myśl - jak czytam książki albo oglądami filmy w jakiś sposób związane z protestantami, bardzo często bohaterzy zapewniają się o wzajemnej modlitwie, przyznają, że modlili się o coś lub też deklarują, że modlić się będą. I nikt nie robi z tego szopki. A spróbuj jako katolik powiedzieć komuś, że się za niego modlisz albo poprosić o modlitwę.... Jeśli masz w swoim środowisku ŚWIECKICH przyjaciół, których ,możesz poprosić o "nabożne wzdychanie" - jesteś szczęściarzem. Jeśli nie masz...to pamiętaj, że żyjesz w kraju, gdzie żyje podobno ok. 90% katolików....



sobota, 3 października 2015

wtorek, 29 września 2015

Stan obecny

Niby jest dobrze, ale nie jest. Jest średnio, słabo. Z tendencjami spadkowymi.

wtorek, 22 września 2015

zgrzyt

Dzień pełen wrażeń i na koniec przykra niespodzianka - kłótnia i opie***, na który nie zasłużyłam. Bolało bardzo, bardziej niż bardzo. Morał jest taki - staraj się, angażuj - nikt tego nie doceni, ale niech no tylko powinie ci się noga... szkoda gadać!
Było mi przykro, teraz też trochę jest, ale cieszy fakt, że druga strona przeprosiła. Nie mniej jednak, postanowiłam wyluzować, nie spinać się już tak bardzo, nie ANGAŻOWAĆ i cichutko siedzieć w kącie.
I już...