sobota, 12 września 2015

Majdanek...




.... miejsce, w którym najlepszym komentarzem jest MILCZENIE...
Nie wolno nam zapomnieć o tym, co się tam wydarzyło....






/Zofia Karpińska/

czwartek, 10 września 2015

Zamek Mirów i Skałki

Urlop trwa, bujam się po zamkach i skałkach. Poniżej, kilka fotek - takie tam moje zabawy i kombinacje - śmieszne akcje z aparatem :-) 

















Tychy 2015

 Byłam w Tychach, w Tychach byłam na koncercie Cree i Dżemu. To jedna z najlepszych imprez w moim życiu! Świetna muzyka, dobry klimat, no i Seba Riedel & Maciej Balcar w kilku piosenkach RAZEM - to dopiero jazda bez trzymanki!
A ile radości sprawiła mi nazwa miejsca imprezy.... PAPROCANY. Widząc to słowo po raz pierwszy, zastanawiałam się jak je wymówić i co ono znaczy :). Czy to jakiś nowy zespół? A może styl muzyczny? Wymowa - "paprokejn" ( tak z angielskiego ), a może raczej "paprokone" ( we wloskim stylu :P ). Ale nie ma się co dziwić mojej ignorancji, wszak w tych, no, Tychach byłam pierwszy raz w życiu i szczerze się uśmiałam, gdy do mnie dotarło, że PAPROCANY to po prostu PAPROCONY :D.

A tu takie muzyczne wspomnienie z tego koncertu właśnie KLIK












nie idzie

Usiłuję się nie zamartwiac informacją usłyszana wczoraj,ale kiepsko mi idzie.

środa, 9 września 2015

Ale o co caman?

Urlop trwa, a ja lekko rozbita. Otrzymałam zaskakującą wiadomość i mi żal. Znów stoję na rozdrożu... Wokół mnie dzieją się rzeczy, do których nie mam już cierpliwości. Z drugiej strony jest to świetna okazja, by zweryfikować, co się naprawdę liczy, a co było chwilowe i nad czym nie ma się co rozczulac.:-)

środa, 2 września 2015

wind of change & holiday

Za kilka dni zaczynam urlop, nie mogę się doczekać! Muszę odpocząć i nabrać sił, bo za mną trudny czas, a przede mną...poważne zmiany - zupełnie niepotrzebne, ale... na władzę nie poradzę.
Wyjeżdżam w sobotę i nie jestem jeszcze ani trochę przygotowana, ANI TROCHĘ. To takie smutne, że aż śmieszne! :-)


wtorek, 1 września 2015

Pamięci Stasieńka

Pogrzeb Wujka odbył się wczoraj. Nie sądziłam, że Jego śmierć tak bardzo mnie dotknie. Od kilku dni nie mogę spać, a dziś mój sen trwał ok. 2 godzin. Obudziłam się ok. 1:00 i do rana trwałam w stanie ni to jawy, ni snu, pełna nieciekawych myśli.
W uroczystościach pogrzebowych uczestniczył tłum. O miejscu siedzącym podczas Mszy mogłam zapomnieć, stałam w drzwiach kościoła, bo bliżej wejść się nie dało. Na cmentarzu było tyleż smutno, co uroczyście. Płaczący proboszcz ufundował wieniec, podobnie jak i przedstawiciele innych wspólnot, z którymi Wujek był mocno związany. Dwóch panów wygłosiło mowy pożegnalne, swój list odczytał również jeden z synów Wujka...
Nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać. Wiem jedno - pożegnaliśmy wielkiego człowieka, nie tyle wielkiego posturą, co sercem, duszą i charakterem. I ze specyficznym uśmiechem, jak to ksiądz podkreślił, i coś w tym jest...  Myślę, że to jeden z tych "ukrytych" Świętych, którzy nie zostaną kanonizowani, ale już cieszą się radością oglądania Pana Boga i przebywania z Nim na wieki.
Ostatnie dni były dla mnie swoistymi rekolekcjami, co zrozumiałam właśnie teraz. Czas modlitwy, oderwania od codziennych obowiązków. przebywania z rodziną i takie mocno poczucie przynależności do rodu, który wyznaje określone wartości i nimi żyje na co dzień.
Ktoś powie, że to "tylko" Wujek, a dla mnie to osoba bardzo ważna, z którą mogłam porozmawiać o wszystkim, pożartować, zasięgnąć rady...  Wujek był i będzie dla mnie wzorem oraz autorytetem. Ufam, że również Orędownikiem...
Piszę te słowa, bo szukam ukojenia. Chcę również, aby każdy, kto tę notatkę przeczyta, dowiedział się, że w pewnej wiosce na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska żył ktoś ( nie ideał, ale Człowiek z krwi i kości), który nie krzycząc i nie krzywdząc nikogo,lecz z konsekwencją kropli drążącej skałę,  wpływał na innych własnym przykładem życia. mocą i łagodnością...
Ciężka będzie rzeczywistość bez Stasieńka, ale chcę wierzyć, że będzie nas wspierać z "Góry", tak, jak wspierał żyjąc z nami...
Wieczne odpoczywanie racz Mu dać, Panie!

piątek, 28 sierpnia 2015

Nie mówię "żegnaj", mówię "do widzenia"

"W krainie życia, będę widział Boga..."
Miał 58 lat, był człowiekiem głębokiej wiary. Udzielał się społecznie, był gospodarzem, radnym gminnym i parafialnym, dobrym mężem, ojcem, dziadkiem... .. Zawsze chętny do pomocy, znany i szanowany... Jego nazwisko było gwarantem uczciwości. Odszedł nieoczekiwanie, wczoraj. Serce nie wytrzymało... Pozostawił po sobie całe mnóstwo dobrych wspomnień, często zabawnych ( jak np. to, o Jego słabości do słodyczy... ), i rzesze ludzi totalnie zaskoczonych, i zasmuconych tą nagłą śmiercią... Od wczoraj pytam Mamę: "No, ale jak to będzie, tak bez Wujka??? To jakiś żart, czy co?..."
I nie potrafię znaleźć sobie miejsca...
Westchnij, proszę, nabożnie o radość wieczną dla Stanisława i za Jego Rodzinę...
***
A mi towarzyszy taka nuta ....  KLIK 

wtorek, 25 sierpnia 2015

balonik, taki przekłuty

Czuję się jak cięciwa łuku po strzale...
Jak gumka od słoika po otworzeniu przetworów...
Jak siłacz po opuszczeniu sztangi...
Jak balonik, z którego uszło powietrze....
A to dlatego, że coś, nad czym pracowaliśmy przez kilka ostatnich tygodni, stało się już historią. Teraz uchodzą ze mnie stresy, napięcie, adrenalinka i przechodzę w "tryb czuwania".
Spotkałam się z dobrą znajomą i okazało się, że w maju zmarła jej mama. A ja o niczym nie wiedziałam i nie poszłam na pogrzeb. Nie wiem jak to możliwe, że nie dotarła do mnie informacja!. Przecież w naszej miejscowości wszyscy wiedzą wszystko i o wszystkim ze wszystkimi rozmawiają....
W domu też usłyszałam niewesołą nowinę. Tata ma problemy zdrowotne i skierowanie na operację wstawienia endoprotezy. A ma już swoje lata... Jest też inna opcja - kosztowne lekarstwo, jednak nie ma pewność czy pomoże.Poryczałam się, no. Trudno jest patrzeć na to, jak upływ czasu wpływa na najbliższych...



środa, 19 sierpnia 2015

Dziecinki z mego rodu

Niunia ( 3 l. )  na spacerze, widząc martwego wróbla: - O, ptaszek się przewrócił!
***
Niunia widząc gips wujka i stukając w niego paluszkiem: - Ale masz skorupę. Tak jak ślimak.
***
Niunia, od urodzenia oswojona z motoryzacją, na widok wielkich, warczących motocykli piszczy z radości i krzyczy, że chce jechać, jej kolega równolatek rozpłakał się ze strachu.
***
Niunia widziała jak jej ciotka modeluje zwierzątka z kolorowych balonów. Pobawiła się trochę figurką, a potem oznajmiła, że teraz sama będzie skręcać baloniki. I skręcała :-)!
***
Niunia chciała kolczyki, jej mama powiedziała, że nic z tego. Operatywna dziewczynka załatwiła sprawę z wujkiem. Wujaszek zapakował do auta Niunię i jej mamę, zawiózł do kosmetyczki, a następnie poszedł tam z siostrzenicą, zafundował jej kolczyki i wrócił z zadowoloną 3-latką do auta. Mama czekała przez cały czas w samochodzie.
***
Młodzieniec ( 14 l. )  chodzi do klasy o profilu mat-fiz. Na pytanie o to, co skłoniło go do wyboru takiego profilu, z rozbrajającą szczerością odpowiada: "A bo myślałem, że jak fiz to chodzi o w-f". Tym sposobem zyskał ksywkę "Fizyk".

sobota, 15 sierpnia 2015

Tajemnica kleryka vs wiejskie światło dzienne

Wędrując po drogerii, spotkałam K. -  naszego parafialnego kleryka, od września IV rok. Zamieniliśmy kilka słów. Godzinę później, gdy już byłam w domu, usłyszałam, że kleryk od jakiegoś czasu nie jest już w WSD.... I mnie zamurowało! Nie dlatego, że odszedł ( w okresie formacji to naturalne ), lecz dlatego, że słowem mi nie wspomniał, że już nie studiuje "świętej teologii"..
O sprawie myślę od wczoraj... Rozeznawanie powołania i wszystko, co z tym związane, to nie są łatwe sprawy!  Zarówno wstąpienie do klasztoru czy seminarium, jak i odejście stamtąd, to kwestie bardzo trudne dla młodego człowieka, jego rodziców, najbliższych i przyjaciół. A czasem decyzję o powrocie o wiele trudniej podjąć niż tą, o wstąpieniu. Bywa i tak, że o czyimś wystąpieniu decydują przełożeni. Jeśli tak się zdarza, to spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność, bo od sposobu, w jaki potraktują człowieka, który ich zdaniem powinien odejść, zależy jak ten człowiek poradzi sobie potem z samym sobą, ze światem i ... Panem Bogiem. Słuchając różnych opowieści o "zakonnym światku", czasem mi się włos na głowie jeży, że w tych, którzy są Świadkami Miłości, ludzkiej miłości bywa bardzo mało... Bo jak np. określić to, że niektóre siostry mają zwyczaj mówić o tych, które wystąpiły, że UMARŁY ( w domyśle - umarły dla zakonu ).Inne mają zakaz kontaktowania się z "eks"... Są i takie siostry, które NIE POZNAJĄ dawnej współsiostry, mijając ją na ulicy... To smutne, że ktoś, z kimś się żyło przez jakiś czas, po zrzuceniu habitu zyskuje status PERSONA NON GRATA.
Ale nie zawsze to zakonnice są tymi złymi. Bywa i tak, że dziewczyna odchodzi, a potem gdzie tylko może, obsmarowuje zgromadzenie, obwinia za wszystko  - za każde swoje niepowodzenie. To też nie jest fair..
Ale ok, wracam do tego "mojego" kleryka. Trzymam za niego kciuki, tak z czystej sympatii.... Gość musi mieć świadomość, że jeszcze przez jakiś czas będzie LOKALNĄ SENSACJĄ i może się spotkać z różnymi opiniami. A podłe komentarze i plotki w tym czasie bolą najbardziej, bo najczęściej to stek bzdur i niedopowiedzeń... Niektórym szczęśliwcom Pan Bóg daje w tym czasie łaskę nieprzejmowania się plotkami, to dar, który naprawdę pomaga przetrwać. Podobnie pomocne jest znalezienie sobie zajęcia. Jak się ma po odejściu dużo zajęć to jest łatwiej odnaleźć się w nowej\starej rzeczywistości. Trzy lata poza domem to dużo i niedużo. Zasmakowało się mieszkania poza domem, weszło w inny rytm życia, przebywało z innymi ludźmi... co w efekcie sprawiło, że zmienił się i człowiek kroczący drogą powołania. Takiemu ZMIENIONEMU już człowiekowi, który wraca do domu, bywa trudno. Jeśli rodzina wspiera i się nie odwraca - JEST PIĘKNIE. Jeśli rodzina nie chce pomóc, bo się WSTYDZI - jest DRAMAT.
Wiem jak to jest. Przekonałam się osobiście. Byłam i wróciłam... Najważniejsze, by zaczynając nowe życie - nie zgubić Pana Boga!
Mam nadzieję, że K. sobie poradzi, a jego rodzice przestaną się wstydzić... Są teraz synowi szczególnie potrzebni. A ludzie... gadali, gadają i gadać będą!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

60-letnia matka

Wyczytałam właśnie, że pewna polska aktorka, mając lat 60, urodziła bliźniaki i jest w trudnej sytuacji materialnej. O pomoc dla niej apeluje m.in. Olgierd Łukaszewicz. To ja teraz syknę złośliwym jadem i stwierdzę, że skoro chciała dzieci to niech się teraz o nie martwi, tak jak martwią się o potomstwo wszyscy inni rodzice. Wiek tej pani nie jest dla mnie "okolicznością łagodzącą" ani tym bardziej wywołującą współczucie. Sześć dych na karku - to nie czas na dzieci tylko na wnuki... Nie wiem jakie były powody, dla których zdecydowała się na późną ciążę, mogę jedynie przypuszczać, że chciała zrealizować swoje marzenie o macierzyństwie. Niech jej będzie, co mi tam. Jej wybór. Po przemyśleniu, godzę się z tym, choć nie przestają się pod nosem uśmiechać. Nie umiem jednak zrozumieć tego proszenia o pomoc, które świadczy o jakiejś niekonsekwencji, o jakimiś... nieprzemyśleniu planu na życie. Bo jeśli świadomie decydują się na dziecko, to muszę liczyć się z tym, że trzeba je urodzić, wychować i utrzymać, zapewnić byt... A tu...dlaczego mamy tej pani pomagać? Tego nie rozumiem, no! I co mają powiedzieć inne matki, które nie mają znanych orędowników i ich problemami nie żyją polskie media?

niedziela, 9 sierpnia 2015

Niedzielna suma, zaskoczeń pełna...

Dzisiejsza Msza dała mi wiele do myślenia...
1. kilkuminutowe spóźnienie, bo xX wyprowadził z zakrystii zapłakanego ministranta z rozbitym nosem i z jakiegoś powody się strasznie zirytował,
2. po przeczytaniu intencji mszalnych na nadchodzący tydzień, xX niedbale zamknął zeszyt i rzucił go na ołtarz,
3. po zakończonej Mszy św. xX oznajmił, że o całym incydencie porozmawia z arcybiskupem...
Jaki incydent miał na myśli? Chciałabym to wiedzieć. W sumie... patrzył na podłogę więc może chodzi o to, że nikt z zebranych nie poszedł wytrzeć krwi poszkodowanego chłopca, która nakapała?... A może przyczyną krwotoku jednego ministranta była bójka z drugim? Nie wiem, co się wydarzyło w tej zakrystii, ale skutecznie przypomniało mi o tym, dlaczego chętniej chodzę na Mszę do sąsiedniej parafii niż do własnej...
Ale parafianie też się ładnie popisali... Ksiądz udzielił komunii w nawie głównej, chciał podejść do nawy bocznej, ale zobaczył, że nikogo tam nie ma więc schował kielich, a gdy już zamknął tabernakulum, odwrócił się i zobaczył, że jednak "boża trzódka" siedząca na chórze postanowiła przystąpić do Stołu Pańskiego i zeszła z wyżyn z OPÓŹNIENIEM. I to mnie strasznie zasmuciło i poirytowało, bo to nie jest normalne, żeby będąc na Eucharystii SPÓŹNIĆ SIĘ na komunię! To jest lekceważenie sakramentu i czysta kpina! Czym oni tam na tym chórze są tak zajęcie, że nie widzą, że trwa komunia? Jak przeżywają Eucharystię, skoro po prostu PRZEGAPIAJĄ najważniejszy moment? Czy oni myślą, że robią X łaskę, idąc do ołtarza? Nie ogarniam....

środa, 5 sierpnia 2015

fryzjerska niedoróba

Byłam dziś u fryzjerki. Pani podcięła mi końcówki, pocieniowała włosy i zajęła się grzywką, kiedy nagle... nożyczki pękły i jedno ostrze z brzękiem upadło na podłogę. Tym samym moja wizyta dobiegła końca, bo drugiej pary nożyczek pani nie miała.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Babka swatka

Jestem w domu sama. Dzwoni telefon, odbieram, a tam... przyczajony tygrys, ukryty smok - babka swatka - i mówi, że chłopak, z którym ostatnio była w moim domu, chce do mnie zadzwonić i pyta czy może dać mu mój nr telefonu. Z trudem powstrzymując się od rzucenia słuchawką, odmawiam. Wściekam się. Głupkowato się uśmiechem. Odczuwam bezsilność, żal, irytację i całą masę innych emocji... przecież mam kogoś od ponad roku, dlaczego to tak trudno zrozumieć tej cholernej babie???

NIE JESTEM ZWIERZĘCIEM W ZOO
NIE JESTEM TOWAREM NA SPRZEDAŻ
NIE JESTEM UBEZWŁASNOWOLNIONA

MAM SWOJĄ GODNOŚĆ
MAM SWOJE UCZUCIA
MAM PRAWO WYBORU

IM BARDZIEJ KTOŚ USIŁUJE MNIE DO CZEGOŚ ZMUSIĆ ALBO WTRĄCA SIĘ W MOJE SPRAWY, TYM BARDZIEJ ROBIĘ SWOJE, NAWET JEŚLI TO TEN KTOŚ MA RACJĘ,A NIE JA!

Pojawiło się dziś dawne, ale dobrze znane uczucie niezgody na to, co mnie otacza i chęć, wielka i przemożna chęć znalezienie się gdzie indziej...





BUT(nie)

Chadzam w jednym buciku, niczym Kopciuszek, bynajmniej nie za sprawą wróżki, która da mi męża księcia.. Mej niedoli winny jest okrutny los - w jednym z moich ulubionych butów odpadła podeszła! I to tak, że już żadna siła jej nie doklei. Odpadła definitywnie i złośliwie! Jestem poirytowana, bo bez czarnego obuwia ciężko się obejść. Zamówiłam więc coś nowego przez internet, za "jedyne" 200 zł. Ktoś mi powie: - Czemu takie drogie? To odpowiem - bo ciężko jest znaleźć buty, które by pomieściły moja delikatną, subtelną, kobiecą nóżkę nr 45 :-). Jak szukam to widzę, że takich butów albo nie ma, albo są, ale brzydkie. Od kilku zaopatruję się w pewnym sklepie, u samego producenta dużego damskiego obuwia, i wszystko jest ok, ale cena... No, duża jak na moje możliwości. Pocieszam się myślą, że dobre buty to inwestycja na lata. Te, które mi się popsuły, miałam bardzo długo, i tak dłużej niż się spodziewałam :-)
Na koniec - pytanie: macie jakieś pomysły, jak można rozciągnąć buta, który ciśnie :-) ?

sobota, 1 sierpnia 2015

Lumpeks i miłość

Byłam w lumpeksie i się obłowiłam! Kupiłam dwie spódnice, kilka bluzek i "czerwone korale, czerwone niczym wino... " - zawsze takie chciałam mieć :-)
Wywołałam też trochę wakacyjnych zdjęć, m.in. fotki ze zjazdu klasy mojej Mamy. Ciekawa sprawa, w tym roku cała klasa obchodzi 70. urodziny i za sprawą pewnej przedsiębiorczej kobiety, spotkała się po latach w rodzinnej miejscowości. Najpierw była Msza św. w ich intencji, a potem wspólne świętowanie w sali przyjęć. Miła atmosfera, moc wspomnień i wielkie emocje - cieszę się, że mogłam być tego świadkiem :-)
A teraz siedzę nad preambułą. Pewna radna z wiejskiej gminy mnie o pomoc poprosiła, no to piszę... W międzyczasie oglądając miły, wzruszający film MIŁOŚĆ PRZYCHODZI POWOLI 
Potrzeba mi teraz pozytywnych rzeczy jak najwięcej....

czwartek, 30 lipca 2015

Znak?

Koleżanka z pracy zapytała:
- Słyszałaś o takiej modlitwie, że codziennie odmawia się trzy części różańca i to podobno... 
- Nowenna Pompejańska! Pewnie, że słyszałam! - przerwałam jej w pół zdania, totalnie zaskoczona, bo ostatnio wszędzie natrafiam na wzmianki o "pompejance". 
Od słowa do słowa okazało się, że ... mąż tej kobiety w lutym był u lekarza i odebrał wyniki, na podstawie których doktor orzekł białaczkę. Mężczyzna, mąż, ojciec, dziadek, czyli głowa rodziny najogólniej mówiąc, nie chciał martwić najbliższych i się nie przyznał do kiepskiego stanu zdrowia. Zaczął modlić się Nowenną Pompejańską i gdy ponownie znalazł się u lekarza, okazało się, że jest zupełnie zdrowy. Bogu dzięki! 

Od nagłej i niespodziewanej ...

Jestem kłębkiem nerwów ostatnio, choć jak tak pomyślę to widzę, że zupełnie niepotrzebnie. Bo czy moje "wariacje" coś zmienią? A, no...NIE. 
Na początku tygodnia odbył się pogrzeb mojej sąsiadki. Poszłam. Pani M. umarła tak jak żyła - przy pracy, w ciszy, w obecności wnuka. Nie znałam Jej zbyt dobrze, właściwie to nawet nie wiem czy lubiłam, ale to był taki wzór gospodyni, która dbała o wszystko - ogród zadbany, podwórko uporządkowane, co niedzielę Msza św., uczestnictwo w nabożeństwach np. majowych, mieszkająca razem i uczciwa rodzina ( niedawno obchodziła wraz z mężem 50-tą rocznicę ślubu ), zero plotek i wtrącania się w nieswoje sprawy. Czy była szczęśliwa? Nie wiem, nie mnie to oceniać, ale mam nadzieję, że teraz doświadcza Radości Wiekuistej. 
Siedząc w kościele i patrząc na trumnę pomyślałam, że ja się tak "pałuję", martwię i przeżywam, a finał i tak będzie jeden dla wszystkich więc... trzeba się wziąć w garść, bo życie "choć piękne, tak kruche jest". 
 

wtorek, 28 lipca 2015

Ora et Labora

CV poszło w ruch... Musiało...Spędzam długie godziny przed komputerem i ślę, ślę, ślę... I się martwię, że jeśli nic....to oszaleję.
Zastanawiam się nad podjęciem modlitwy - Nowenny Pompejańskiej. Nie wiem czy dałabym radę. Myślę nad potencjalną intencją i na ten moment mam do wybory trzy... Ciężka zagwozdka, bo wszystkie nader aktualne, pilne...
Mam nieład na biurku.
Marzy mi się własna agroturystyka. Mam już wizję, teraz wystarczy "tylko" zdobyć fundusz :-) ...

niedziela, 26 lipca 2015

Senne ciasto

Spałam. Śniło mi się jakieś przyjęcie i kawałek ciasta - kremowy, z cieniutkim spodem i delikatną posypką. Wyglądał smakowicie, pachniał jak marzenie, otworzyłam usta, aby tego ciacha skosztować i ... obudziłam się, stwierdzając, że w ustach mam poduszkę. Poduszkę wygodną, ale niezbyt smaczną :-)

środa, 22 lipca 2015

wakacyjnie

Gorąco. Upalnie. Mam opuchnięte nogi w kostkach, a lekarz skierował mnie do ortopedy, do którego dostanę się najwcześniej w styczniu 2017r., bo tak rejestrują.
Złakniona wartościowej lektury, zaprenumerowałam miesięcznik rodzin katolickich "Nasza Arka". Gazetka trafiła do mnie przypadkiem, gdy wraz z Panią Ag. odwiedziłam opactwo Benedyktynów w Lubiniu ( Wielkopolska ). Wzięłam, przeczytałam, spodobało mi się i na próbę zamówiłam. Listonosz wrzucił najnowszy numer do skrzynki, a w nim teksty o Lubelszczyźnie i Maryi - Pani Krasnobrodzkiej. Dziwnym zbiegiem okoliczności Pani Ag. od jakiegoś już czasu namawia mnie na zwiedzanie tamtych okolic, gdy do niej pojadę. Przypadek? Nie sądzę :-)  W planach mam też podróż do Ełku, mam nadzieję, że dostanę urlop.
Szukam innej pracy. Staram się nie martwić dniem jutrzejszym, ale nie mogę pozostać bierną obserwatorką własnego życia.
Nie lubię być pogryziona przez komary i muszki.
Rodzinne dzieci, które składają mi wizyty zabawiam zwierzątkami skręcanymi z kolorowych balonów. Cieszą się, dopóki im się nie znudzi. Poza tym, w zanadrzu mam zawsze papier i kredki...

środa, 8 kwietnia 2015

5:0 - swatania ciąg dalszy

Po miesiącach zawiechy wracam na "stare śmieci", bo... Chyba wszyscy znacie historię o pewnej babie, która mnie chciała wyswatać czterokrotnie, składając mojej mamie wizyty z rożnymi delikwentami w odstępach czasowych średnio co pól roku. Wczoraj wróciłam do domu i kogo zobaczyłam? Babkę - swatkę, która tym razem przyjechała ze swoim WNUKIEM. Zjadłam obiad i poszłam do swojego pokoju. Za jakieś pól godziny Babka - swatka wyszła niby to do łazienki, ale docelowo przyszła do mnie, aby mi radośnie oznajmić, że przyjechali do mnie i jej WNUK chciałby ze mną porozmawiać. A to taki fajny, grzeczny chłopak i POBOŻNY. Odpowiedziałam jej krótko, że już mam chłopaka. Nie dosłyszała... albo się nie spodziewała takie odpowiedzi. Powtórzyła więc pytanie, a ja swoją odpowiedź. Rozmowa trwała jeszcze chwilę, ale nie starałam się wcale, aby ją podtrzymać. W sumie nie wiedziałam czy bardziej jestem poirytowana, czy chce mi się śmiać z całej tej sytuacji... I do dzisiaj nie wiem....