niedziela, 29 listopada 2015

Premia

"Obiecał pan kożuch - ciepłe jego słowo"
Mieliśmy dostać premię. Nie dostaniemy. Czy ktoś jest tym zdziwiony?....

piątek, 27 listopada 2015

Ciotki chcą dziecka

Kuzynowi urodziła się wczoraj córeczka, kumplowi syn. Ja dzieci nie mam, ale moje koleżanki z pracy miały dziś DZIEŃ NAMAWIANIA MNIE DO ZOSTANIA MAMĄ. A zaczęło się od tego, że przyszła do nas jedna babeczka z kilkumiesięczną dziecinką. Niemowlę urocze, a i owszem, ale po tym jak się przywitałam i pozachwycałam maciupstwem, wróciłam do przerwanej roboty. W tym momencie zebrało się babskie grono i zaczał się jazgot ( ochy, achy, śmiechy, hihy ), naszpicowany namawianiem mnie do postarania się o dziecko, BO LATKA LECĄ, BO POTEM BĘDZIESZ ŻAŁOWAĆ, ŻE SIĘ TAK PÓŹNO ZDECYDOWAŁAŚ, BO TWOJE DZIECKO  BEDZIE MIAŁO 4 FAJNE CIOTKI ( TIA.... ), BO, BO, BO...
Nie cierpię takich akcji. Nie lubię jak ktoś publicznie komentuje moje prywatne sprawy. Nie zamierzam się nikomu tłumaczyć dlaczego nie wyszłam za mąż i nie mam latorośli. A gdyby się okazało, że nie wykluczam opcji posiadania dzieci, ale nie czuję musu mienia ich teraz, natychmiast, już?...Zapytałam o to jedną z pań, bo miałam do tego okazję. Jej mina była bezcenna! Ciekawe jaką by miała minę ona i koleżanki, gdybym tak np. zapytała czy im czasem menopauza rozumu nie odebrała... Bo, że taktu nie miały, odczułam wielokrotnie.

piątek, 20 listopada 2015

O mnie - gdybyście zapomnieli

1. Mam silną słabość do przypinek ( uwielbiam je !!! ), i do hot-dogów z orlenu.
2. Za dużo gadam i czasem własne gadanie  doprowadza mnie do szału. A tak w ogóle to nie lubię gadać ( myślałby kto... :P ), wolę pisać
3. Jestem złośnicą do kwadratu.
4. Jestem spontaniczna, ale nie lubie improwizować. Albo na odwrót.
5. To, że płaczę, nie oznacza, że mam chandrę, depresję lub inną sytuację kryzysową.
6. Nie mam zdolności manualnych. Snuję wizje, których nie umiem wprowadzić w życie. Jestem niepraktyczna do bólu, nawet robienie na drutach przerosło moje możliwości.
7. Lubię chodzić do kina.
8. Lubię kupować książki i/a nawet je czytać.
9. Jestem bałaganiarą.
10. Wolę porządnego kotleta niż najlepsze ciasto :) .

czwartek, 19 listopada 2015

znak



konkurs

Złożyłam papiery w konkursie na stanowisko "głównodowodzącego". I sama się dziwię, ale jego wynik ani mnie ziębi, ani grzeje. Będzie, co będzie. Zero stresu i przejmowania się. Ale przynajmniej "szyszki" się dowiedzą, że istnieje ktoś taki jak ja i może przeglądając moją aplikację pokiwają z uznaniem głową :).
Ciekawe czy zadzwonią, by zaprosić mnie na rozmowę...

niedziela, 15 listopada 2015

Wszystkiego po trochę

To był trudny tydzień. Czynnik ludzki zawodził na każdym kroku, a właściwie w krokach trzech i teraz będę musiała wyegzekwować od ludzi wypełnienie ich zobowiązań. Z jednej strony się wściekam, a z drugiej powtarzam jak mantrę "Panie Jezu, zrób coś z tym" i "...widocznie tak miało być". Pragnę ufać, że Pan Bóg ma w tym jakiś cel i patrzę w przyszłość z lekkim stresem, ale z jeszcze większym pragnieniem UFANIA. A to trudne jest!
Brakuje mi pana ZET. Zobaczymy się dopiero za tydzień albo dwa, w zależności od jego pracy. Trochę to przygnębiające, tym bardziej, że przydałoby mi się teraz jego wsparcie. Ale widocznie mam sobie radzić sama... Nawet nie mamy kiedy pogadać na skypie.
Jeden z moich kotów poszedł sobie gdzieś i nie ma go już od 3 dni. Jestem zła i jest mi smutno, ale się nie przyznaję. Trochę się łudzę, że może jeszcze wróci, przy jednoczesnym nastawianiu się, że cóż - trudno - nie ten, to inny. I ten mój dualizm jest najśmieszniejszy :-).
Zajadam się jabłkami suszonymi na piecu. Pyszności! Fajnie jest mieć tradycyjny piec w domu, gotować na nim pyszności, grzać się przy ogniu... Mi więcej do szczęścia nie trzeba.
Kupiłam zegarek. Sobie. Mi. Prezencik ode mnie dla mnie. Skromny, ale wyrazisty tak jak ja :). Kupiłam, żeby się zdyscyplinować i bardziej pilnować planu dnia. A poza tym przejadło mi się nieustanne grzebanie w torebce albo w kieszeni w poszukiwaniu telefonu jak chciałam zobaczyć, która godzina.
A odzyskanie niepodległości świętowałam z tą piosenką:
Niepodległość - trudne słowo. 
Może ono znaczy coś ważnego w naszym życiu? 
Kto mi wytłumaczy? 
Tak to słowo - bardzo ważne. 
Jeśli słuchać umiesz
To na pewno już niedługo łatwo je zrozumiesz.

Ref.: Uwięziony ptak nie śpiewa.
A czy wiesz dlaczego?
Bo nie spotkasz nigdy w klatce,
Ptaka szczęśliwego. (bis)

Czasem ktoś Ci nie pozwoli cieszyć się swobodą
i zamieszka bez pytania w twoim kraju z tobą.
Potem bardzo się panoszy, rządzi i wymaga.
Wreszcie mówi, że tak lepiej, że tobie pomaga.

Ref.: Uwięziony ptak nie śpiewa.
A czy wiesz dlaczego?
Bo nie spotkasz nigdy w klatce,
Ptaka szczęśliwego

Tak poznałam, zrozumiałam słowa najważniejsze.
Niepodległość znaczy wolność, słowa najpiękniejsze
Niepodległość znaczy wolność, słowa najpiękniejsze.

wtorek, 20 października 2015

o hobbitach i życiu prawie kulturalnym

Częstotliwość moich wpisów spada, choć obiecuję sobie pisywać regularnie bloga lub pamiętnik. Postanowienia postanowieniami, a życie życiem - milczę. Milczę i obserwuję. Obserwuję i wyciągam wnioski. Pierwszy taki, żeby chodzić w czapce, bo pogoda zdradliwa, a ja znowu na antybiotykach i z osłabionym - liczę, że przejściowo - słuchem.
W życiu zawodowym kolejna zmiana szefa. Zastanawiam się czasem czy pracę mam przez modlitwę ( wymodlenie ) , czy też na odwrót - moja modlitwa rozwija się dzięki pracy... Czy w ogóle można oddzielić te dwie sfery? Myślę, że wątpię.
Jakiś czas temu zmieniłam samochód. Powiedzmy, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Między nami zaiskrzyło ( i nie było to iskrzenie w instalacji elektrycznej :-) ) i od tamtej pory razem bujamy się  po dróżkach, drogach, autostradach. Mam nadzieję, że to będzie udany związek!
Czytam na nowo "Władcę Pierścieni". Gdyby to ode mnie zależało, chciałabym zostać hobbitem, przemawia za tym szczególnie perspektywa posiadania dobrze zaopatrzonej spiżarni i specyficzny styl życia. No i znajomość z Gandalfem. Moją sympatię budzą też hobbicie stopy i łydki, ale nie jestem fetyszystką :-).
Z innej beczki - mam dwa koty. Moje koty nie boją się samochodów, co dla sierściuchów może skończyć się tragicznie, bo mieszkam tuż obok drogi. Czy istnieje jakiś sposób, aby nauczyć zwierzaka unikania aut?
Zrobiłam generalny porządek na moim biurku. Miło było zobaczyć blat. Przy okazji znalazłam całe mnóstwo różnych kartek, karteczek i karteluchów z zapiskami, które kiedyś ważne, dziś okazały się bezwartościowe więc powędrowały do pieca. Lubię, gdy przestrzeń wokół mnie jest w miarę uporządkowana.
Na honorowym miejscu biurka ulokowałam super pamiątkę z pobytu w Lublinie - maskotkę, której nadałam imię "Wronka Iwonka". Tuż obok stoi słoiczek na "przydasie" ( dzięki zdolnościom mojej znajomej, wystylizowany modelinowo na domek hobbita ), kubek z długopisami, szklana kula oraz świecznik, który znalazłam na strychu. Jak nie gromadzę bibelotów, bo za nimi nie przepadam, tak te przedmioty lubię i uważam, że pasują do mojego pokoju. Każda z tych rzeczy ma charakter i swoją własną historię, a ja lubię otaczać się tym, co niepowtarzalne. Tak, jestem sentymentalna. I nie wstydzę się tego! :-)
Wybieram się niebawem na koncert DOMOWYCH MELODII. Polecam, fajni są. Mamy miejsca w II rzędzie - dobra miejscówka.
Postanowiłam zwolnić trochę tempo i żyć spokojniej, bardziej skupiając się na sprawach osobistych i rodzinnych niż na tym, co "na zewnątrz". Chcę delektować się życiem, zamiast dławić zbyt pośpiesznie połykanym. Zdarza mi się nie odbierać telefonów, odmawiać udziału w pewnych wydarzeniach, nawet odmawiać spotkań i ... czuję się z tym dobrze! Żebyście mnie dobrze zrozumieli, doceniam i cieszę się kontaktami z ludźmi, ale czasem wolę pobyć w domu i np. wypić herbatkę i pogadać z rodzicami. Fajnie jest mieć dom, w którym się człowiek dobrze czuje i do którego wraca z radością. I okazuje się, że nawet praca w ogrodzie nie jest taka zła ;)

piątek, 9 października 2015

cień przeszłości - facet

Rok temu pisałam o tym, jak ktoś mnie potraktował. Dla przypomnienia -> KLIK
A wracam do tego, bo... ten gość napisał do mnie przedwczoraj! Nie wiem czy bardziej mnie to wkurzyło, rozbawiło czy zdołowało. Dominujące było chyba zadziwienie i zdegustowanie. Nie odpisałam ( jestem z siebie dumna!!! ), skasowałam wiadomość i powiedziałam panu Z ( mojemu panu Z. )., że "cień przeszłości" się odezwał. A teraz myślę, że...żałuję bardzo, że nie zerwałam znajomości z tym "cieniem" od razu, gdy się zaczynała kilka lat temu...
Dosyć wspomnień! Moja teraźniejszość jest lepsza i piękniejsza, może trudniejsza, ale mimo wszystko lepsza niż to, co było... I za to jestem wdzięczna! :-) 

poniedziałek, 5 października 2015

homofobicznie

Kocham Kościół, choć w tych czasach nie jest to łatwe. Nie popieram oszustów, którzy niczym robak, wyżerają owoc od środka, przy zachowaniu zewnętrznego piękna obiektu. Nie rozumiem jak ktoś może być dwubiegunowy do tego stopnia, że głosi jedno, a w myśl totalnie odmiennych reguł postępuje. Oficjalnie stoi na straży pewnych norm i zasad, a prywatnie wiedzie żywot zakochanego geja, łamiąc celibat i oczekując nie wiem czego...
I po co robić z siebie medialną, homoseksualną ofiarę "złego" Kościoła i "niedobrych" katoli? Nie łatwiej było po prostu nie iść do seminarium, skoro się wiedziało, że bardziej niż uroki powabnych dziewcząt, kręcą kogoś przystojni chłopcy? Nie mam nic do gejów, ale gej i oszust w jednej osobie to dla mnie za dużo. Jako katoliczka nie mogę patrzeć na medialną farsę, której teraz wszyscy jesteśmy świadkami. I jak bumerang, wraca jedna myśl - mamy takich kapłanów, jakich sobie wymodlimy... Czyżbyśmy teraz zetknęli się ze skutkami zaniechań w tym względzie? 
I na koniec myśl - jak czytam książki albo oglądami filmy w jakiś sposób związane z protestantami, bardzo często bohaterzy zapewniają się o wzajemnej modlitwie, przyznają, że modlili się o coś lub też deklarują, że modlić się będą. I nikt nie robi z tego szopki. A spróbuj jako katolik powiedzieć komuś, że się za niego modlisz albo poprosić o modlitwę.... Jeśli masz w swoim środowisku ŚWIECKICH przyjaciół, których ,możesz poprosić o "nabożne wzdychanie" - jesteś szczęściarzem. Jeśli nie masz...to pamiętaj, że żyjesz w kraju, gdzie żyje podobno ok. 90% katolików....



sobota, 3 października 2015

wtorek, 29 września 2015

Stan obecny

Niby jest dobrze, ale nie jest. Jest średnio, słabo. Z tendencjami spadkowymi.

wtorek, 22 września 2015

zgrzyt

Dzień pełen wrażeń i na koniec przykra niespodzianka - kłótnia i opie***, na który nie zasłużyłam. Bolało bardzo, bardziej niż bardzo. Morał jest taki - staraj się, angażuj - nikt tego nie doceni, ale niech no tylko powinie ci się noga... szkoda gadać!
Było mi przykro, teraz też trochę jest, ale cieszy fakt, że druga strona przeprosiła. Nie mniej jednak, postanowiłam wyluzować, nie spinać się już tak bardzo, nie ANGAŻOWAĆ i cichutko siedzieć w kącie.
I już...

sobota, 12 września 2015

Majdanek...




.... miejsce, w którym najlepszym komentarzem jest MILCZENIE...
Nie wolno nam zapomnieć o tym, co się tam wydarzyło....






/Zofia Karpińska/

czwartek, 10 września 2015

Zamek Mirów i Skałki

Urlop trwa, bujam się po zamkach i skałkach. Poniżej, kilka fotek - takie tam moje zabawy i kombinacje - śmieszne akcje z aparatem :-) 

















Tychy 2015

 Byłam w Tychach, w Tychach byłam na koncercie Cree i Dżemu. To jedna z najlepszych imprez w moim życiu! Świetna muzyka, dobry klimat, no i Seba Riedel & Maciej Balcar w kilku piosenkach RAZEM - to dopiero jazda bez trzymanki!
A ile radości sprawiła mi nazwa miejsca imprezy.... PAPROCANY. Widząc to słowo po raz pierwszy, zastanawiałam się jak je wymówić i co ono znaczy :). Czy to jakiś nowy zespół? A może styl muzyczny? Wymowa - "paprokejn" ( tak z angielskiego ), a może raczej "paprokone" ( we wloskim stylu :P ). Ale nie ma się co dziwić mojej ignorancji, wszak w tych, no, Tychach byłam pierwszy raz w życiu i szczerze się uśmiałam, gdy do mnie dotarło, że PAPROCANY to po prostu PAPROCONY :D.

A tu takie muzyczne wspomnienie z tego koncertu właśnie KLIK












nie idzie

Usiłuję się nie zamartwiac informacją usłyszana wczoraj,ale kiepsko mi idzie.

środa, 9 września 2015

Ale o co caman?

Urlop trwa, a ja lekko rozbita. Otrzymałam zaskakującą wiadomość i mi żal. Znów stoję na rozdrożu... Wokół mnie dzieją się rzeczy, do których nie mam już cierpliwości. Z drugiej strony jest to świetna okazja, by zweryfikować, co się naprawdę liczy, a co było chwilowe i nad czym nie ma się co rozczulac.:-)

środa, 2 września 2015

wind of change & holiday

Za kilka dni zaczynam urlop, nie mogę się doczekać! Muszę odpocząć i nabrać sił, bo za mną trudny czas, a przede mną...poważne zmiany - zupełnie niepotrzebne, ale... na władzę nie poradzę.
Wyjeżdżam w sobotę i nie jestem jeszcze ani trochę przygotowana, ANI TROCHĘ. To takie smutne, że aż śmieszne! :-)


wtorek, 1 września 2015

Pamięci Stasieńka

Pogrzeb Wujka odbył się wczoraj. Nie sądziłam, że Jego śmierć tak bardzo mnie dotknie. Od kilku dni nie mogę spać, a dziś mój sen trwał ok. 2 godzin. Obudziłam się ok. 1:00 i do rana trwałam w stanie ni to jawy, ni snu, pełna nieciekawych myśli.
W uroczystościach pogrzebowych uczestniczył tłum. O miejscu siedzącym podczas Mszy mogłam zapomnieć, stałam w drzwiach kościoła, bo bliżej wejść się nie dało. Na cmentarzu było tyleż smutno, co uroczyście. Płaczący proboszcz ufundował wieniec, podobnie jak i przedstawiciele innych wspólnot, z którymi Wujek był mocno związany. Dwóch panów wygłosiło mowy pożegnalne, swój list odczytał również jeden z synów Wujka...
Nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać. Wiem jedno - pożegnaliśmy wielkiego człowieka, nie tyle wielkiego posturą, co sercem, duszą i charakterem. I ze specyficznym uśmiechem, jak to ksiądz podkreślił, i coś w tym jest...  Myślę, że to jeden z tych "ukrytych" Świętych, którzy nie zostaną kanonizowani, ale już cieszą się radością oglądania Pana Boga i przebywania z Nim na wieki.
Ostatnie dni były dla mnie swoistymi rekolekcjami, co zrozumiałam właśnie teraz. Czas modlitwy, oderwania od codziennych obowiązków. przebywania z rodziną i takie mocno poczucie przynależności do rodu, który wyznaje określone wartości i nimi żyje na co dzień.
Ktoś powie, że to "tylko" Wujek, a dla mnie to osoba bardzo ważna, z którą mogłam porozmawiać o wszystkim, pożartować, zasięgnąć rady...  Wujek był i będzie dla mnie wzorem oraz autorytetem. Ufam, że również Orędownikiem...
Piszę te słowa, bo szukam ukojenia. Chcę również, aby każdy, kto tę notatkę przeczyta, dowiedział się, że w pewnej wiosce na pograniczu Wielkopolski i Dolnego Śląska żył ktoś ( nie ideał, ale Człowiek z krwi i kości), który nie krzycząc i nie krzywdząc nikogo,lecz z konsekwencją kropli drążącej skałę,  wpływał na innych własnym przykładem życia. mocą i łagodnością...
Ciężka będzie rzeczywistość bez Stasieńka, ale chcę wierzyć, że będzie nas wspierać z "Góry", tak, jak wspierał żyjąc z nami...
Wieczne odpoczywanie racz Mu dać, Panie!

piątek, 28 sierpnia 2015

Nie mówię "żegnaj", mówię "do widzenia"

"W krainie życia, będę widział Boga..."
Miał 58 lat, był człowiekiem głębokiej wiary. Udzielał się społecznie, był gospodarzem, radnym gminnym i parafialnym, dobrym mężem, ojcem, dziadkiem... .. Zawsze chętny do pomocy, znany i szanowany... Jego nazwisko było gwarantem uczciwości. Odszedł nieoczekiwanie, wczoraj. Serce nie wytrzymało... Pozostawił po sobie całe mnóstwo dobrych wspomnień, często zabawnych ( jak np. to, o Jego słabości do słodyczy... ), i rzesze ludzi totalnie zaskoczonych, i zasmuconych tą nagłą śmiercią... Od wczoraj pytam Mamę: "No, ale jak to będzie, tak bez Wujka??? To jakiś żart, czy co?..."
I nie potrafię znaleźć sobie miejsca...
Westchnij, proszę, nabożnie o radość wieczną dla Stanisława i za Jego Rodzinę...
***
A mi towarzyszy taka nuta ....  KLIK 

wtorek, 25 sierpnia 2015

balonik, taki przekłuty

Czuję się jak cięciwa łuku po strzale...
Jak gumka od słoika po otworzeniu przetworów...
Jak siłacz po opuszczeniu sztangi...
Jak balonik, z którego uszło powietrze....
A to dlatego, że coś, nad czym pracowaliśmy przez kilka ostatnich tygodni, stało się już historią. Teraz uchodzą ze mnie stresy, napięcie, adrenalinka i przechodzę w "tryb czuwania".
Spotkałam się z dobrą znajomą i okazało się, że w maju zmarła jej mama. A ja o niczym nie wiedziałam i nie poszłam na pogrzeb. Nie wiem jak to możliwe, że nie dotarła do mnie informacja!. Przecież w naszej miejscowości wszyscy wiedzą wszystko i o wszystkim ze wszystkimi rozmawiają....
W domu też usłyszałam niewesołą nowinę. Tata ma problemy zdrowotne i skierowanie na operację wstawienia endoprotezy. A ma już swoje lata... Jest też inna opcja - kosztowne lekarstwo, jednak nie ma pewność czy pomoże.Poryczałam się, no. Trudno jest patrzeć na to, jak upływ czasu wpływa na najbliższych...



środa, 19 sierpnia 2015

Dziecinki z mego rodu

Niunia ( 3 l. )  na spacerze, widząc martwego wróbla: - O, ptaszek się przewrócił!
***
Niunia widząc gips wujka i stukając w niego paluszkiem: - Ale masz skorupę. Tak jak ślimak.
***
Niunia, od urodzenia oswojona z motoryzacją, na widok wielkich, warczących motocykli piszczy z radości i krzyczy, że chce jechać, jej kolega równolatek rozpłakał się ze strachu.
***
Niunia widziała jak jej ciotka modeluje zwierzątka z kolorowych balonów. Pobawiła się trochę figurką, a potem oznajmiła, że teraz sama będzie skręcać baloniki. I skręcała :-)!
***
Niunia chciała kolczyki, jej mama powiedziała, że nic z tego. Operatywna dziewczynka załatwiła sprawę z wujkiem. Wujaszek zapakował do auta Niunię i jej mamę, zawiózł do kosmetyczki, a następnie poszedł tam z siostrzenicą, zafundował jej kolczyki i wrócił z zadowoloną 3-latką do auta. Mama czekała przez cały czas w samochodzie.
***
Młodzieniec ( 14 l. )  chodzi do klasy o profilu mat-fiz. Na pytanie o to, co skłoniło go do wyboru takiego profilu, z rozbrajającą szczerością odpowiada: "A bo myślałem, że jak fiz to chodzi o w-f". Tym sposobem zyskał ksywkę "Fizyk".

sobota, 15 sierpnia 2015

Tajemnica kleryka vs wiejskie światło dzienne

Wędrując po drogerii, spotkałam K. -  naszego parafialnego kleryka, od września IV rok. Zamieniliśmy kilka słów. Godzinę później, gdy już byłam w domu, usłyszałam, że kleryk od jakiegoś czasu nie jest już w WSD.... I mnie zamurowało! Nie dlatego, że odszedł ( w okresie formacji to naturalne ), lecz dlatego, że słowem mi nie wspomniał, że już nie studiuje "świętej teologii"..
O sprawie myślę od wczoraj... Rozeznawanie powołania i wszystko, co z tym związane, to nie są łatwe sprawy!  Zarówno wstąpienie do klasztoru czy seminarium, jak i odejście stamtąd, to kwestie bardzo trudne dla młodego człowieka, jego rodziców, najbliższych i przyjaciół. A czasem decyzję o powrocie o wiele trudniej podjąć niż tą, o wstąpieniu. Bywa i tak, że o czyimś wystąpieniu decydują przełożeni. Jeśli tak się zdarza, to spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność, bo od sposobu, w jaki potraktują człowieka, który ich zdaniem powinien odejść, zależy jak ten człowiek poradzi sobie potem z samym sobą, ze światem i ... Panem Bogiem. Słuchając różnych opowieści o "zakonnym światku", czasem mi się włos na głowie jeży, że w tych, którzy są Świadkami Miłości, ludzkiej miłości bywa bardzo mało... Bo jak np. określić to, że niektóre siostry mają zwyczaj mówić o tych, które wystąpiły, że UMARŁY ( w domyśle - umarły dla zakonu ).Inne mają zakaz kontaktowania się z "eks"... Są i takie siostry, które NIE POZNAJĄ dawnej współsiostry, mijając ją na ulicy... To smutne, że ktoś, z kimś się żyło przez jakiś czas, po zrzuceniu habitu zyskuje status PERSONA NON GRATA.
Ale nie zawsze to zakonnice są tymi złymi. Bywa i tak, że dziewczyna odchodzi, a potem gdzie tylko może, obsmarowuje zgromadzenie, obwinia za wszystko  - za każde swoje niepowodzenie. To też nie jest fair..
Ale ok, wracam do tego "mojego" kleryka. Trzymam za niego kciuki, tak z czystej sympatii.... Gość musi mieć świadomość, że jeszcze przez jakiś czas będzie LOKALNĄ SENSACJĄ i może się spotkać z różnymi opiniami. A podłe komentarze i plotki w tym czasie bolą najbardziej, bo najczęściej to stek bzdur i niedopowiedzeń... Niektórym szczęśliwcom Pan Bóg daje w tym czasie łaskę nieprzejmowania się plotkami, to dar, który naprawdę pomaga przetrwać. Podobnie pomocne jest znalezienie sobie zajęcia. Jak się ma po odejściu dużo zajęć to jest łatwiej odnaleźć się w nowej\starej rzeczywistości. Trzy lata poza domem to dużo i niedużo. Zasmakowało się mieszkania poza domem, weszło w inny rytm życia, przebywało z innymi ludźmi... co w efekcie sprawiło, że zmienił się i człowiek kroczący drogą powołania. Takiemu ZMIENIONEMU już człowiekowi, który wraca do domu, bywa trudno. Jeśli rodzina wspiera i się nie odwraca - JEST PIĘKNIE. Jeśli rodzina nie chce pomóc, bo się WSTYDZI - jest DRAMAT.
Wiem jak to jest. Przekonałam się osobiście. Byłam i wróciłam... Najważniejsze, by zaczynając nowe życie - nie zgubić Pana Boga!
Mam nadzieję, że K. sobie poradzi, a jego rodzice przestaną się wstydzić... Są teraz synowi szczególnie potrzebni. A ludzie... gadali, gadają i gadać będą!