środa, 5 czerwca 2013

news

W moim domu remont, nadal remont, od 21 kwietnia trwa i kto wie, kiedy się skończy. Dziś malowałam ściany w swoim pokoju, a przed tym wynosiłam z mamą wszystkie meble.

czwartek, 30 maja 2013

Kilka zdjęć z weekendowej wyprawy

Smutna Święta w Bardzie

Organy w Bardzie

Kaplica Sióstr Służebnic Ducha św. od Wieczystej Adoracji - Nysa

Jezioro Otmuchowskie


U Klarysek od Wieczystej Adoracji w Klodzku
Krużganki wambierzckie

Relikwia krwi Bł. Jana Pawła II - Wambierzyce


Jezioro Otmuchowskie

Kościół Klarysek od Wieczystej Adoracji w Ząbkowicach

Krzywa wieża ząbkowicka ;)



Bardoooo



niedziela, 21 kwietnia 2013

Koncert CEZIKA



Z wyprawy zdjęć parę

 Wrocław w kroplach deszczu...
 Gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego
 Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego
 Jasna Góra i pomnik Kardynała Wyszyńskiego
 Katedra w Częstochowie
 ...wnętrze katedry...
 ...witraż w katedrze...
 Jasna Góra
 Tablica pamiątkowa poświęcona Halinie Poświatowskiej
"anielski przybytek", czyli miejsce, gdzie nocowałyśmy

środa, 13 marca 2013

to tylko kilka słów

W nocy nie mogłam zasnąć, bo nos miałam totalnie zatkany, a głowę pełną głupich, złych myśli o moim nieudacznictwie życiowym i staropanieństwie. Na codzień o  tym nie myślę, bo nie mam kiedy, a poza tym szkoda mi czasu na głupoty, ale czasami robak zwątpienia drąży mój mózg i serce i ciężko mi go zwalczyć ( Boże, jakie to wzniosłe :D ). Z tego wszystkiego zaczęłam czytać w nocy "Pulpecję" Małgorzaty Musierowicz ( po raz kolejny w życiu ) oraz "Anię z Avonlea" Lucy Maud Montgomery. Co ciekawe, mimo, że mam lat 20 + ( hehehe ) to czuję się jakbym była w wieku obydwu tych bohaterek. I nie wiem czy to przejaw mego niedorozwoju i  zdziecinnienia, czy może dowód na ponadczosowy charakter wspomnianych powieści... W sumie to chyba jestem takim dużym dzieckiem i  cieszy mnie fakt, że właściwie obchodzi mnie, co ludzie o mnie myślą, ale w bardzo małym stopniu więc nikt mi aspołeczności zarzucić nie może, bo przecież liczę się z opiniami innych, he he he.
Zima za oknem też nie sprzyja optymizmowi, bo ileż można patrzeć na śnieg? Inna kwestia, że u mnie w domu wszyscy chorzy i nawet nie ma komu odśnieżyć podwórka.
Obejrzałam dwie części filmowej opowieśsci o młodocianym czarodzieju i jego przyjaciołach, dziś planuję kolejne dwie. Oglądałam też świetną komedię z Rowanem Atkinsonem pt.: "Wszystko zostaje w rodzinie". Jeden z moich ulubionych filmów, zabawny i zaskakujący.
Schudłam 2 kg w ogóle się nie odchudzając. Dobry znak, może wezmę się za siebie ostro ( o ile starczy mi zapału i wytrwałości ). Od tygodnia nie jadłam chipsów i czekolady. Za to zachwycam się na nowo domowymi dżemami i ogórkami - korniszonami. ( Kasia, trzymam słoik specjalnie dla Ciebie :) ).
W barku winko, które czeka na kwiecień. Będzie okazja, żeby się nim zająć. Teraz mam ochotę na alkohol, ale i tak nie moge się napić, bo biorę antybiotyki. Nie jestem alkoholiczką, piję sporadycznie ( m.in. dlatego, że moja koleżanka od babskich wieczorów wyprowadziła się dalekooo ;) ), ale czasem po prostu mam ochotę na kieliszek czegoś z %.
Jutro powrót do pracy. Dobrze, że tylko na 2 dni i weekend, potem wyjazd do opery i święta, potem zjazd i kolejny wyjazd. Wraca mi wena do czytania książek, która zniknęła na I roku studiów po pierwszym kolokwium z historii lieteratury polskiej :D. Może nie czytuję książek ambitnych ( choć ambicje mam ogromne :D ), ale nie zniżam się do harlekinów więc jest dobrze :D. Miedzianowska zamieściła u siebie kiedyś listę 100 książek, które przeczytać trzeba koniecznie. Tę samą listę zobaczyłam gdzieś w necie ostatnio i wyszło mi, że przeczytałam jedynie 23 pozycje. Żle ze mną :P
Brakuje mi bloga Afro, oj, brakuje.

wtorek, 12 marca 2013

Co założyć do opery?

Wkręcili mnie w wyjazd do opery, pojadę, ale pojęcia nie mam w co się ubrać. A moja szafa jest dość skromnie wyposażona...

poniedziałek, 11 marca 2013

pomysł

Dziś chyba sobie obejrzę Harrego Pottera, bo nigdy nie oglądalam i jestem ciekawa.

sobota, 9 marca 2013

Pociesz mnie myśl...

że już niedługo znajdę się TUTAJ

sobota

Zmiana pościeli, zmiana piżamy i chorujemy dalej. Strasznie dużo śpię, nie wiem czy to skutek uboczny działania leków czy co, ale tak jest. Do tego dotkliwy ból głowy. Ale żyję i przeżyję :)
Odczuwam niepokój związany z moją pracą. Byłam odpowiedzialna za pewną ważną sprawę, lecz choroba pokrzyżowała wszystko i boję się czy przypadkiem z czymś nie namieszałam albo nie pomyliłam się w liczeniu... Staram się patrzeć na to spokojnie, ale i tak pozostaje niepewność. A to jest straszne.
W ogóle to moja praca przestała mnie pociągać, ponieważ to, co robię teraz bardzo różni się od tego, co robiła tu jeszcze nie tak dawno i to, co było wcześniej bardziej mi odpowiadało. Jedno wiem, na pewno już nigdy nie wezmę udziału w żadnym konkursie na stanowisko szefa. Druga rzecz, którą wiem to to, że sama nie wiem, co  mogłabym w życiu robić, bo tego, co chciałabym, robić nie mogę z braku etatów. Błędne koło.
I jeszcze chciałam dodać, że przepraszam, że nie zawsze odpisuję na komentarze, ale możecie być pewni, że wszystkie czytam :)

czwartek, 7 marca 2013

chora

Jestem chora, biorę antybiotyk, mam zwolnienie lekarskie. Słabo się czuję i mam wrażenie, że wszystko mnie boli.

środa, 6 marca 2013

środy ciąg dalszy

To znowu ja. Nic mi się nie chce. Nie chce mi się pracować tu, gdzie pracuję. Bywa. Ale pracować będę, bo nie mam na razie innej perspektywy, a kasa potrzebną jest. Muszę sprawdzić komuś rozdział pracy magisterskiej,  co potęguje moją radość z tego, że ja już zakończyłam moją własną przygodę z magisterką. Podyplomówka trwa, praktyki trwają, jest dobrze. Dziś śpiewaliśmy piosenkę o słoneczku, któremu nie chciało się świecić i bawiliśmy się w różne zabawy. Jestem głodna. Laptop sprzedany, kupująca zadowolony więc sprawa z głowy.
Mama chora, pojawił się problem wysokiego ciśnienia, boją się o nią.
Jeśli nic się nie zmieni to tegoroczne święta Wielkiej Nocy spędzę u mojej siostry. Nie wiem czy się cieszę, czy nie. Przebywanie z kompletem mojej rodziny dłużej niż jeden dzień jest frustrujące :D i sprzyja powstawaniu nerwic u dzieci, młodzieży i dorosłych :D, ale to wie tylko ten, kto poznał moich najbliższych krewnych i ich możliwości :D. Moje też są nieograniczone więc atmosferka bywa ciekawa... :D
Kupiłam sobie toner do drukarki i działa! Zapłaciłam za niego ok 50 zł z przesyłką, co mnie cieszy, ponieważ pan informatyk z salonu zdzierców powiedział, że toner do mojej drukarki kosztować będzie 250 zł. A ja za samą drukarką zapłaciłam 202 zł... Moja noga w ich sklepie więcej nie postanie, bo focha mam, że skasowali mnie za naprawę dwóch komputerów jak za zboże, przez co popadłam w długi.


wtorek, 5 marca 2013

poranek

Już środa, poranek, mam chwilę dla siebie. Uwielbiam to. Powoli wracam mi humor po wczorajszej rozmowie telefonicznej z pewną babą, która ma o sobie tak wygórowane mniemanie, że aż trudno w to uwierzyć. Przeprosiłam, bo widać tego potrzebowała, korona mi z głowy nie spadła, ale wystarczyła odrobina dobrej woli i życzliwości z jej strony, a wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale, jak widać przeważyła niechęć do mojej osoby i po ptokach. Dobra, ale dosyć o tym! Co było to było, a ja dziś jadę na praktyki :)

o babie

"Wyżej sr.... niż d..ę ma!"
Głupia baba mnie dziś poirytowała i zamierzam o tym zaśpiewać całemu światu: "Tralalalalla, glupia baba, tralalalala niechaj spada!!! "

poniedziałek, 4 marca 2013

poniedzielnik

Dzień pełen wrażeń. Rano praktyki, poznaliśmy nową literkę, a później poszliśmy na spacer. Spacery w kozakach na obcasie to nie jest dobry pomysł, nie polecam. Ciesze się, że nie skręciłam kostki albo karku. Praca,  4 godziny szybko minęły. Zapakowałam laptop i wysłałam kurierem do nowego właściciela.  Musiałam pojechać do sąsiedniej miejscowości, bo u mnie poczta otwarta do 14.00, a tam do  17.00. Odwiedziłam ciotkę i wujka, bo musiałam im coś dostarczyć. Nie poczęstowali herbatą... choć jeżdżę tam raz na kilka lat. Nas mama inaczej uczyła :) i do tej pory uczula, żeby zawsze być gościnnym i życzliwym wobec wszystkich, którzy przybywają do naszego domu. Cóż, jak widać nie wszyscy mają podobne zasady.
A tak w ogóle to moja mama mi się rozchorowała, a mnie od rana boli gardło. I jestem zmęczona.  I muszę jutro zatankować. I cieszę się na wiosnę, bo czuć już ją w powietrzu...

sobota, 2 marca 2013

marta na liscie podejrzanych

Udało mi się sprzedać zepsutego laptopa i w poniedziałek go wysyłam.
Byłam wczoraj w stolicy województwa i w sumie zdarzyły mi się dwie niemiłe przygody... Pierwsza to problem z otwieraniem bagażnika. Poszłam do warsztatu, poprosiłam gościa o pomoc, a ten gbur zmierzył wzrokiem najpierw auto, potem mnie i kazał jechać do konkurencji po drugiej stronie ulicy. Nie pojechałam,  sama pokonała wredny zamek, bo mi się przypomniały słowa taty, że w takich sytucjach warto użyć czegoś, co się nazywa wd 40, jak sie tym pryśnie to każdy zamek ulegnie :)
Druga przygoda...kontrolowała mnie ochrona w hipermarkecie, ponieważ po uiszczeniu opłaty w kasie i spakowaniu towarów bramki piszczały, gdy przez nie przechodziłam. To było okropne, starałam się zachować zimną krew, ale byłam wściekła, zła, wystraszona i zawstydzona, ponieważ wszyscy się na mnie gapili, a ja nie cierpię zwracac na siebie uwagi, zwłaszcza w taki sposób. Bałam się, ze będę się musiała rozebrać do bielizny i w ogóle to chciało mi się płakać. Na szczęście  obyło się bez rewizji osobistej, bo okazało się, że na moim swetrze jest jeszcze metka i przez nią bramki szalały. Koszmar. Moja noga w tym sklepie długo nie stanie! A jestem pamiętliwa:)...
Praktyki w przedszkolu mijają szybko. Za szybko. Z dnia na dzień coraz trudniej wraca mi się do mojej pracy... Widzę siebie w szkole, no ale dzięki obecnej robocie mam za co żyć...
Ostatnio prowadziłam zajęcia o zdrowiu, kolejne będą o pogodzie. Grupa liczy 25 osób, ile dzieci tle charakterków. Niektóre przychodzą i tulą się do mnie, inne opowiadają o wszystkim, co się dzieje u nich w domu, a jeszcze inne obserwują mnie "z partyzanta" i pewnie się zastanawiają, co ja wśród nich robię i kiedy sobie pójdę :D.






wtorek, 26 lutego 2013

27.02.2013

Praktykuję w przedszkolu, codziennie po 4 godziny, a po zajęciach jeżdżę do pracy (z lekkim bólem serca). Zaczęłam podyplomówkę trochę dla papierka, trochę dla siebie i jakoś zbytnio się nie angażowałam w naukę, ale po spotkaniu z dzieciakami odkrywam, że warto! Że chciałabym pracować z najmłodszymi i że  to ma sens :D! Gdybym miała do wyboru szkoła czy moja obecna praca to bez zastanowienia wybrałabym oświatę.
Szykuje mi się remont pokoju na wiosnę. Położenie paneli, malowanie ścian, wymiana okna. Marzą mi się takie porządne regały na książki albo biblioteczka i nowe łóżko. Koniecznie.  I nowe autko, ale to odległa kwestia.





sobota, 23 lutego 2013

relaks

Objadłam się pizzą domowej roboty ( z pomidorami, cebulą, żółtym serem, kukurydzą i szynką ) i teraz walczę ze sobą, aby pójść pod prysznic i przygotować się na jutrzejszy dzień pański :).
Dziś skończyłam porządkować mój księgozbiór. Oddzieliłam literaturę polską od zagranicznej, dziecięcą od tej dla dorosłych, powieści od książek popularnonaukowych, zrobiłam sobie specjalne miejsce na moje filologiczne podręczniki i teraz z wielką dumą patrzę na regały wypełnione woluminami różnej wielkości.

piątek, 22 lutego 2013

piątkowy słowotok

Sza, cicho szaaaaaaaaa, czas na ciszę....
Piątek, nareszcie!!! O, jakże się cieszę :) !!! Nie mogę oglądać komedii romantycznych, bo zaczynają mnie frustrować, zwłaszcza takie, w których 30-letnie lub około kobiety są nazywane starymi pannami i podkreśla się, że w ich wieku to już trochę za późno na pierwsze dziecko. Makabracja! I to mają być komedie romantyczne? <foch z przytupem> :P
A mi się marzy ukochany człowiek u boku, miłość do grobowej deski i wspólne trwanie na dobre i na złe ( ..."znajdę wreszcie czy tego chcę, czy nie własne szczęście..." oj, zmieniam kanał :D, bo zaczynam strasznie gwiazdorzyć, głodna nie jestem sobą więc "m jak miłość, wiele imion ma", bo "jak w porach roku Vivaldiego zmienia się swiatło w twoich oczach... ), zewnętrzne znaki typu biała suknia, bal na 100 par czy sweet gołąbeczki, symbolizujące zakochanych jakoś nie robią na mnie wrażenia, ale marzy mi się obrączka na paluchu. Nie musi być droga, nie chcę białego złota, diamentów, tytanu czy czegoś równie kosztownego w sensie materialnym, ważne, żeby nałożył mi ją ktoś, kto mnie pokocha taką, jaką jestem.
To tyle, chyba, zaraz weekend, ale fajnie :D. I wypłata po niedzieli, jeszcze fajniej, może na wet zostanie mi coś na życie, to już w ogóle zajebioza :D
Śmiechy, chichy, a ja tu czuję, że dziś na obiad będą pierogi, mniam, jem z nadzieją, że idą w biust, a nie w biodra czy tyłek i jest miło. Bo ja nie potrafię się głodzić, nie mam silnej woli, aby stosować dietę, nie umiem sobie odmawiać przyjemności ( co nie oznacza, że oddaję się im bez reszty ) i w ogóle jeestem strasznie leniwa i wygodna :)

środa, 20 lutego 2013

:P

Ząb wyrwany, darłam się jak na porodówce, bo i bolało nieziemsko mimo znieczulenia, ale już po wszystkim.Dostałam znieczulenie ( zawsze dostaję ), ale był stan zapalny więc guzik to dało. Po wyrwaniu zęba przeprosiłam za okrzyki i chciałam się jak najszybciej wyrwać z gabinetu tortur. Zębolożka zaproponowała, bym poczekała trochę na poczekalni, ponieważ boli się się mnie puścić w drogę w takim samym, ale ząb mnie tak napier....., że ostatkiem cierpliwości zapłaciłam, podziękowałam i powiedziałam, że jazda autem mnie odpręża więc będzie ok. Nastepnie udałam się do auta  i pomknęłam do apteki, by kupić coś przeciwbólowego. Napier...... strasznie, w oczach miałam łzy, spuchnięty pyszczek, krew w kącikach ust, wbiegłam do apteki, a tam jakaś baba robiła zakupy. Tuptałam więc w aptece od ściany do ściany w tempie raczej żwawym, żeby nie powiedzieć, że zapier..... jak mały samochodzik i wreszcie doszłam do okienka, aby wybełkotać rozpaczliwe: "Właśnie wyrwałam zęba, proszę  o coś przeciwbólowego". Wybiegłam z tabletkami do pobliskiego sklepu, aby kupic wode mineralną. Zażyłam prochy i z czasem przestało boleć.
Od poniedziałku zaczynam praktyki w zerówce, mam przed sobą 60 godzin i mam nadzieję, że jakoś przetrwam. Na razie widzę, że trochę ciężko będzie pogodzić praktykę z pracą, ale może niczego ważnego w robocie nie zawalę...
Rano wstaję, odsłaniam okno i widzę śnieg, i już mnie trafia z tego powodu, bo chciałabym, aby przyszła wiosna i świat odzyskał kolory.

niedziela, 17 lutego 2013

17. dzień lutego

Od paru dni boli mnie ząb, biorę tabletki i czekam na wizytę, którą będę mieć na  początku marca.
Niedługo zaczynam praktyki w punkcie przedszkolnym. Muszę jeszcze tylko opłacić ubezpieczenie ( wymagane przez uczelnię ), wziąć urlop i mogę ruszać do maluchów.
W kwietniu ( jeśli Pan Bóg pozwoli, a ludzie nie przeszkodzą ) jadę do Częstochowy, a w maju do Złotego Stoku. Już się nie mogę doczekać.
Właściwie to na razie tyle. Trochę mnie gnębią problemy finansowe, ale to skutek awarii dwóch kompów, której konsekwencje odczuwam do tej pory.
W pracy jak to w pracy, ostatnio raczej słabo, ale muszę to przetrwać. Nie podoba mi się faworyzowanie pewnej osoby i to, że ona jest w centrum zainteresowania, że niby taka fajna, mądra i kreatywna.

sobota, 9 lutego 2013

kronika minionego tygodnia

W poniedziałek przyszłam do pracy, nie było prądu w całym powiecie i nikt nie wiedział, kiedy awaria zostanie usunięta i jakoś udało nam się załatwić pozwolenie na zakmnięcie instytucji i powrót do domu. Wróciłam cała w skowronkach, przebrałam się, włączyłam komputer i ... zadzwonili z firmy, że mamy prąd. Pojechałam, ale byłam niepocieszona :)
W środę byłam u dentysty. Wybuliłam 100 zł, ząb zrobiony, kolejna wizyta po wypłacie. Wierzę, że ostatnia. Tego dnia udałam się do US, aby oddać PIT, pasowało mi, bo na stronie www wyczytałam, że tego dnia jest czynne do 18.00, a ja zębologa miałam na 17.30 więc plan był ładny, ale nie wypalił, bo na drzwiach widniała informacja, że placówka otwarta do 18.00 tylko w poniedziałki. Cóż było robić,
strzeliłam focha z przytupem i pojechałam do dentysty.
W piatek koleżanka włozyła do tylnej kieszenie spodni tubkę super glue i o niej zapomniała. Gdy poczuła, że ma mokre spodnie, włożyła łapkę i się do siebie przykleiła :D. Przeżyła chwilę grozy, my chwile radości, ale udało się oddzielić palucha od materiału.
Po pracy pojechałam na zajęcia (podyplomówka ). Po drodze weszłam do wspomnianego wcześniej US, była godz. 15.26, US czynny do 15.30, ale mnie przyjęli. Pani zza biurka gdzieś zniknęła w moim rozliczeniem, a potem mnie zawołała, bo się okazało, że jest źle zrobione i ogłosiła, że ja mam do zwrotu 500 zł!!! Nogi się pode mną ugięły, wściekłam się i powiedziałam, że nie zapłacę, bo nie mam z czego. Okazało się, że mogę iść do biura na I piętrze i sobie rozłożyć spłatę na raty. Poprosilam, aby policzyła raz jeszcze. Czas leciał, śpieszyło mi się do szkoły, ale miałam dziką satysfakcję poniekąd, że przytrzymuję urzędasów po godzinach i czekałam na wynik. Okazało sie, że muszę oddać państwu 70 zł. Brrrr!
Na zajecia spóżniłam się 20 minut, a jak było to napiszę potem, bo teraz lecę do kościoła :)

środa, 6 lutego 2013

wyjazdowo

W planach wyjazd do Częstochowy. Mam nadzieję, że dojdzie do skutku i że będzie fajnie. Już się na to nastawiam psychicznie :).
Mam smaka na wyjazd do Złotego Stoku, Nysy i do Otmuchowa. Darzę sentymentem te okolice i fam, że uda mi się tam być. Poza tym mam chrapkę na Gdańsk i na Łagiewniki. Czy się uda?

niedziela, 3 lutego 2013

nk kind

Przestaję wchodzić na nk i proponuję, aby zmienić nazwę tego portalu na nasze albo domowe przedszkole, bo większość moich znajomych wrzuca zdjęcia swoich pociech, które przyszły na świat  w ciągu ostatnich tygodni. Mam dość uroczych bobasów i pomaszczonych noworodków, ale cieszę się, że są bo podobno idzie wyż demograficzny i może kiedyś znajdę pracę w szkole. A jak nie znajdę to i tak pozostaje nadzieja, że to pokolenie zapewni mi emeryturkę. Dobra, żarty żartami, a tu jutro zaczyna się nowy tydzień i zaś od nowa do pracy, oj, jak mi się nie chce tam iść :D!

sobota, 2 lutego 2013

:)

Znowu wróciłam, tym razem już na dobre ( mam nadzieję ). Moja nieobecność była spowodowana awarią komputerów, a potem obecnością siostrzeńcow, którzy przyjechali do mnie na ferie i różnymi sprawami, które musiałam ogarnąć.
Z nowości to tyle, że kupiłam sobie netbooka i podoba mi się, że jest mały i mieści się w torbie :). Odebrałam nowy dowód osobisty, bo ważność poprzedniego się skończyła. No i dotarło do mnie, że w tym roku minie 10 lat od mojej matury :)!
Za tydzień chyba mam  kolokwium z logopedii. Wypadałoby też odbyć wreszcie praktyki, ale na to mam jeszcze czas.
W środę jadę do us, aby oddać rozliczenie pitu. Tego dnia czego mnie jeszcze wizyta u zębologa.
Wczoraj spotkałam znajomą, której nie widziałam od 12 lat. Wspomnieniom nie było końca.