No, właśnie! Co ?....
poniedziałek, 5 maja 2014
niedziela, 27 kwietnia 2014
Auri Closard - "Przez wstawiennictwo świętego Papieża Jana Pawła Wielkiego"
Przez wstawiennictwo świętego
Papieża Jana Pawła Wielkiego
Bądź Karol moim kumplem
tym po drugiej stronie
Ujmij się czasem w mych problemach
gdy kornie w modlitwie zaplatam dłonie
Bądź mi jak anioł w ciemnej dolinie
trącaj mnie skrzydłem w ramię
wlewaj nadzieję w serce
wzmacniaj omdlałą siłę
i zapal słomiany wzniecaj
jak się wznieca żar w palenisku
Jesteś od dzisiaj
Świętym Rzymskiego Kościoła
Karolu – Papieżu - Polaku
Przemawiaj więc do mnie
poprzez dogmat
Świętych Obcowania
realny bądź w tym zjawisku
---
Auri Closard na fb KLIK KLIK KLIK
---
Papieża Jana Pawła Wielkiego
Bądź Karol moim kumplem
tym po drugiej stronie
Ujmij się czasem w mych problemach
gdy kornie w modlitwie zaplatam dłonie
Bądź mi jak anioł w ciemnej dolinie
trącaj mnie skrzydłem w ramię
wlewaj nadzieję w serce
wzmacniaj omdlałą siłę
i zapal słomiany wzniecaj
jak się wznieca żar w palenisku
Jesteś od dzisiaj
Świętym Rzymskiego Kościoła
Karolu – Papieżu - Polaku
Przemawiaj więc do mnie
poprzez dogmat
Świętych Obcowania
realny bądź w tym zjawisku
---
Auri Closard na fb KLIK KLIK KLIK
---
W moim ogrodzie ...
Zapraszam do posłuchania PIOSENKI i obejrzenia wiosennych "słit foci" prosto z mojego sadu i ogrodu :)
sobota, 26 kwietnia 2014
koncert
Byłam dziś na koncercie Golden Life, gimby nie znaja, dorośli pamietaja ( mam nadzieje :) ). Podobało mi sie bardzo, znalam niemal wszystkie piosenki, nie tanczyłam, bo nie było ku temu warunków ( pierwszy "krzesełkowy" koncert w moim życiu, w sali kinowej ). Siedziałam w pierwszymm rzedzie i to było słabe, bo choc muzyków miałam na wyciagniecie reki i moglam sie na nich napatrzec do woli to jednak nieco mi to przeszkadzało i nawet czułam sie nieco skrepowana, zwłaszcza gdy tuż obok "paparazzi" szarżowali z aparatami.
Z innnych ciekawostek to to, że prawy but obtarł mnie strasznie, krew mnie zalała ( dosłownie ! ) i zrobiłam sobie opatrunek z ... noo. kto zgadnie z czego :)? ( Pani Ag., Ty nie mów :] )
Poza tym...
...otrzymalam zaproszenie na wesele, ale nie ma opcji, że pójde.
...Snuje plany czerwcowych podróży i już sie nie moge doczekac.
... musze dokończyc dwie sprawy...
piątek, 25 kwietnia 2014
refleksja o Siostrze B.
Media mają kolejny powód, by zrobić sobie "pojazd" po Kościele w ogóle, a po zgromadzeniach zakonnych w szczególe. Tym razem za sprawę Siostry Bernadetty, byłej dyrektorki domu dziecka w Zabrzu. Szanuję ludzi, szanuję osoby konsekrowane, ale w chwili, gdy dowiaduję się, że dzieciom działa się krzywda, po prostu szlag mnie trafia! Sama nie jestem raczej ostoją cierpliwości, łagodności i wyrozumiałości, ale nigdy nie skrzywdziłam żadnego dzieciaka ( a w mojej rodzinie zawsze ich było pełno ). W pracy też mam dużo kontaktu w dziećmi i młodzieżą, czasem zwrócę im uwagę, gdy sytuacja tego wymaga, ale w głowie mi się nie mieści, że mogłabym się posunąć do stosowania przemocy czy przyzwalać na nią... Siostra B. od 2007 r. koncertowo unika więzienia, a ja mam nadzieję, że tym razem nie uda jej się uniknąć odsiadki. Dziwię się, że nie została wydalona ze zgromadzenia, ale to już kwestia sumienia jej przełożonych... Szkoda mi boromeuszek, tak po prostu, po ludzku, bo na pewno nie brakuje tam zakonnic, które są prawdziwie oddane Bogu i służbie ludziom, a przez dzikie akcje Siostry B. spada na nie pewnie fala krytyki, nienawiści i jadu.. Tak sobie myślę, że pewnie siostrom musi być strasznie przykro, że jedna z nich wpakowała się w niezłe bagno... Ale to już tylko moje "pomyślunki". Prawdę zna tylko Pan Bóg i wspomniana zakonnica.
Kilka lat temu betanki przeżywały dramatyczne chwile - rozłam swojej rodziny zakonnej. Współczułam... Czas pokazał, że choć pamięć o tamtych wydarzeniach nie minęła, to zgromadzenie p i siostry prężnie działają. Mam nadzieję, że i boromeuszki przetrwają to, co teraz stało się ich udziałem... I oby to była przestroga na przyszłość zarówno dla nich, jak i dla innych instytucji, które są powołane do tego, by CHRONIĆ dzieci, a nie je gnębić...
Kilka lat temu betanki przeżywały dramatyczne chwile - rozłam swojej rodziny zakonnej. Współczułam... Czas pokazał, że choć pamięć o tamtych wydarzeniach nie minęła, to zgromadzenie p i siostry prężnie działają. Mam nadzieję, że i boromeuszki przetrwają to, co teraz stało się ich udziałem... I oby to była przestroga na przyszłość zarówno dla nich, jak i dla innych instytucji, które są powołane do tego, by CHRONIĆ dzieci, a nie je gnębić...
środa, 23 kwietnia 2014
(nie)święta rodzina
Szał świąt już minął... Dziś czeka mnie pranie i sprzątanie, bo ostatni goście odjechali rano. Tak sobie patrzę na moją rodzinę ... i choć nie jesteśmy idealni to jednak cieszę się bardzo, że moim rodzicom udało się stworzyć rodzinę, która trzyma się razem, wspiera w trudnych chwilach, wspólnie celebruje urodziny, imieniny, święta, jubileusze... Moja rodzina potrafi doprowadzić mnie do furii, ale kocham ją jak nikogo na świecie. A jednocześnie czuję się wśród tych niby najbliższych bardzo samotna. A żeby było śmieszniej, najlepszy kontakt mam nie z mamą czy z siostrą lecz... z bratem. I choć zdarzyło się, że zawiódł mnie i stwierdziłam, że już mu wiecej nie zaufam to jakoś ostatnio znowu zaczyna mi się chcieć z nim gadać...
sobota, 19 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
zmiana
Podstawówka na "fejsie"... 12-latek zmienia status na: "w związku z .....", a wymienione z imienia i nazwiska dziewczątko pojęcia nie ma, że z nim chodzi...
środa, 16 kwietnia 2014
Idealny facet :)
Słucham, słucham i przestać nie mogę :) !
BENJAMING'S CLAN
Gość, który śpiewa to ucieleśnienie mojego wyobrażenia o idealnym facecie :D
BENJAMING'S CLAN
Gość, który śpiewa to ucieleśnienie mojego wyobrażenia o idealnym facecie :D
prawie 2 lata
Za miesiąc mojemu blogowi "stukną" 2 lata. To dużo i niedużo. Ale pogratulować sobie mogę, że tak długo utrzymałam się przy tym blogu, bo pisałam kilka innych, ale prędzej czy później je usuwałam. Tego raczej nie usunę, ewentualnie zamknę go i rozpocznę inny. To jeszcze kwestia przemyślenia i zastanowienia... Piszę o tym na spokojnie, będąc w dobrym nastroju i nie ulegając czarnym myślom.
Dwa lata... przez ten czas bardo dużo się wydarzyło... Trochę trudnych spraw, ale chyba wiecej chyba pozytywnych i jestem za to wdzięczna.
Wpadam w ton refleksyjno - melancholijny, ale już taka moja natura.
Godzę się także z tym, że nie jestem tak kreatywna i nie mam tak bujnej fantazji jak mi się wydawało. Chyba jednak praca biurowa jest tym, do czego się najlepiej nadaję... :)
Co poza tym? Dużo myślę, może za dużo. Uporządkowałam wreszcie swój księgozbiór "od a do z" i jestem zadowolona. Okazało się, że mam po 2 - 3 egzemplarze niektórych książek. Zostawię sobie po jednym, a resztę oddam rodzinie :) Wreszcie też eksmitowałam na strych książki w stanie "wielotomowym" ( uszkodzone, rozwalone itd ), szkoda mi je palić czy wyrzucać ( po części to pamiątki ) a na poddaszu będzie im dobrze.
Ogarnęłam też szafę na poddaszu, część ubrań trafiła do ośrodka pomocy społecznej, a reszta jeszcze czeka na półce na chwilę, gdy może ktoś je założy.
I najważniejsze - rozebrałam choinkę :D ! Zawsze łapię doła przy tej czynności, ale tym razem poszło szybko i sprawnie, i bez zbędnych sentymentów.
Wybieram się niebawem na koncert zespołu Golden Life. Gimby nie znają, ale starsi czytelnicy może go kojarzą ?... Jadę z sentymentu, bo to muzyka mojej młodości ...
I to by było tyle na tę chwilę...
Dwa lata... przez ten czas bardo dużo się wydarzyło... Trochę trudnych spraw, ale chyba wiecej chyba pozytywnych i jestem za to wdzięczna.
Wpadam w ton refleksyjno - melancholijny, ale już taka moja natura.
Godzę się także z tym, że nie jestem tak kreatywna i nie mam tak bujnej fantazji jak mi się wydawało. Chyba jednak praca biurowa jest tym, do czego się najlepiej nadaję... :)
Co poza tym? Dużo myślę, może za dużo. Uporządkowałam wreszcie swój księgozbiór "od a do z" i jestem zadowolona. Okazało się, że mam po 2 - 3 egzemplarze niektórych książek. Zostawię sobie po jednym, a resztę oddam rodzinie :) Wreszcie też eksmitowałam na strych książki w stanie "wielotomowym" ( uszkodzone, rozwalone itd ), szkoda mi je palić czy wyrzucać ( po części to pamiątki ) a na poddaszu będzie im dobrze.
Ogarnęłam też szafę na poddaszu, część ubrań trafiła do ośrodka pomocy społecznej, a reszta jeszcze czeka na półce na chwilę, gdy może ktoś je założy.
I najważniejsze - rozebrałam choinkę :D ! Zawsze łapię doła przy tej czynności, ale tym razem poszło szybko i sprawnie, i bez zbędnych sentymentów.
Wybieram się niebawem na koncert zespołu Golden Life. Gimby nie znają, ale starsi czytelnicy może go kojarzą ?... Jadę z sentymentu, bo to muzyka mojej młodości ...
I to by było tyle na tę chwilę...
piątek, 11 kwietnia 2014
"Oczko" i pokarm...
Ostatni post sprzed kilku dni, wchodzę na blog i widzę, że jest 21 tys. odsłon, czyli co? No, "oczko" :) ! Dziękuję bardzo za wszystko i od razu zaznaczam, że też Was odwiedzam :). Może nie komentuję zawsze, ale czytam, czytam i raduję się Waszymi blogami! :)
Tydzień dobiega końca. Wypadałoby zdać relację... Za wiele to się nie działo.... Chociaż czy ja wiem? W niedzielę wybrałam się do pewnego "Big City" w kolegą "A-em. Ruch w mieście umiarkowany jak na niedzielny poranek, ale pod centrum handlowym było takie zagęszczenie aut i ludzi, że głowo mała. Tak... to tak w kontekście "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił...". Ok, ja też nie jestem bez winy, bo "popełniłam" niedzielne zakupy. Ufam, że będzie mi to wybaczone, gdyż to wyczyn jednorazowy i warunkowany pobytem w metropolii, w której bywam ostatnio naprawdę rzadko. Ale zdecydowanie znam przyjemniejsze sposoby na spędzanie dnia pańskiego... np. poranna msza, śniadanie, kawa, spacer , nacieszenie się rodziną.... O rosole nie wspominam, bo nie jadam :)
Ale kończę dygresję. Tak czy inaczej, wrażenia po wyprawie takie umiarkowane. Za to niespodzianką była dla mnie rozmowa z "małolatami" ( krewniaczki ), szczera jak chyba nigdy dotąd. I ubogacająca... Dorastają, dorastają, zmagają się z tym, co życie przynosi i doświadczają, że nie zawsze jest tak fajnie jak by się chciało... Trzymam za nie kciuki i mam nadzieję, że "wyrosną" na fajne kobiety :)
A moje chrzestne dziecię nr 1 skończyło w międzyczasie 13 lat. To już nie jest młode dziecię :). Bystry chłopak, towarzyski, aktywny, wygadany i uparty jak jasna cholera, a przy tym wrażliwy, pracowity, czuły i troskliwy. Trochę łobuz, ale któż z nas był dzieciakiem idealnym :) ? .... Pamiętam jak strasznie przeżywaliśmy dni po jego narodzinach, w których trwała walka o jego życie... Ciężkie chwile, ale rodzina była niesamowicie solidarna, dużo modlitwy, zaangażowania, by wspomóc Młodego i jego rodziców na wszelkie możliwe sposoby i .... po paru dniach cud - kryzys zażegnany, radosny powrót do domu i pełnia szczęścia oraz wdzięczności...
Ech, mam dwóch chrześniaków, a chciałabym mieć jeszcze chrześnicę... :) - takie niewinne marzenie :) !
Co jeszcze? Hm, rekolekcje się odbywały w mojej parafii. Z całym szacunkiem dla ojca prowadzącego - szału nie było... Starałam się słuchać uważnie, bo duch złakniony Słowa Bożego i kapłańskiego, a tu lekkie rozczarowanie, bo nie udało mi się nic zapamiętać, wychwycić... Ale ufam, że może inni skorzystali... Oby tak było!
Poza tym... postanowiłam całkowicie zmienić żywieniowe nawyki.... Na razie się udaje, efekty już trochę widoczne :)
Tydzień dobiega końca. Wypadałoby zdać relację... Za wiele to się nie działo.... Chociaż czy ja wiem? W niedzielę wybrałam się do pewnego "Big City" w kolegą "A-em. Ruch w mieście umiarkowany jak na niedzielny poranek, ale pod centrum handlowym było takie zagęszczenie aut i ludzi, że głowo mała. Tak... to tak w kontekście "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił...". Ok, ja też nie jestem bez winy, bo "popełniłam" niedzielne zakupy. Ufam, że będzie mi to wybaczone, gdyż to wyczyn jednorazowy i warunkowany pobytem w metropolii, w której bywam ostatnio naprawdę rzadko. Ale zdecydowanie znam przyjemniejsze sposoby na spędzanie dnia pańskiego... np. poranna msza, śniadanie, kawa, spacer , nacieszenie się rodziną.... O rosole nie wspominam, bo nie jadam :)
Ale kończę dygresję. Tak czy inaczej, wrażenia po wyprawie takie umiarkowane. Za to niespodzianką była dla mnie rozmowa z "małolatami" ( krewniaczki ), szczera jak chyba nigdy dotąd. I ubogacająca... Dorastają, dorastają, zmagają się z tym, co życie przynosi i doświadczają, że nie zawsze jest tak fajnie jak by się chciało... Trzymam za nie kciuki i mam nadzieję, że "wyrosną" na fajne kobiety :)
A moje chrzestne dziecię nr 1 skończyło w międzyczasie 13 lat. To już nie jest młode dziecię :). Bystry chłopak, towarzyski, aktywny, wygadany i uparty jak jasna cholera, a przy tym wrażliwy, pracowity, czuły i troskliwy. Trochę łobuz, ale któż z nas był dzieciakiem idealnym :) ? .... Pamiętam jak strasznie przeżywaliśmy dni po jego narodzinach, w których trwała walka o jego życie... Ciężkie chwile, ale rodzina była niesamowicie solidarna, dużo modlitwy, zaangażowania, by wspomóc Młodego i jego rodziców na wszelkie możliwe sposoby i .... po paru dniach cud - kryzys zażegnany, radosny powrót do domu i pełnia szczęścia oraz wdzięczności...
Ech, mam dwóch chrześniaków, a chciałabym mieć jeszcze chrześnicę... :) - takie niewinne marzenie :) !
Co jeszcze? Hm, rekolekcje się odbywały w mojej parafii. Z całym szacunkiem dla ojca prowadzącego - szału nie było... Starałam się słuchać uważnie, bo duch złakniony Słowa Bożego i kapłańskiego, a tu lekkie rozczarowanie, bo nie udało mi się nic zapamiętać, wychwycić... Ale ufam, że może inni skorzystali... Oby tak było!
Poza tym... postanowiłam całkowicie zmienić żywieniowe nawyki.... Na razie się udaje, efekty już trochę widoczne :)
piątek, 4 kwietnia 2014
Dialog z interny
- Romanienko, ty śpisz? Mówiłeś, ze mi pomożesz...
- Nie, ja Bykowowi obiecalem, ze ci pomogę, a tobie powiem prawdę - oklamalem Bykowa :D
***
Coś pieknego! :D Dialog pochodzi z serialu "Interny". Jak Ruscy zrobią serial to nie ma bata we wsi :D
- Nie, ja Bykowowi obiecalem, ze ci pomogę, a tobie powiem prawdę - oklamalem Bykowa :D
***
Coś pieknego! :D Dialog pochodzi z serialu "Interny". Jak Ruscy zrobią serial to nie ma bata we wsi :D
wtorek, 1 kwietnia 2014
Moje wędrowanie - o Częstochowie i Czterech Wspaniałych :)
Szanowni :),
miniony weekend był bardzo interesujący i obfitował w spotkania na szczeblu... międzymiastowym :D ! A to wszystko dzięki internetowi, który sprawił, że gdzieś w tej wirtualnej przestrzeni zrodziły się znajomości, które zaowocowały spotkaniami w "realu" ( choć lepiej powiedzieć, że w Biedrze :D ). I choć już wielokrotnie jarałam się tym, że poznają nowe osoby przez "sieć", pora, bym powtórzyła to raz jeszcze. Bo to dla mnie mega sprawa, że oto piszę sobie z kimś, wymieniam uwagi, gadam przez skypa, piszę smsmy i któregoś dnia spotykamy w wybranym mieście :). To mnie kręci i daje mega radość, że komuś chce się pokonywać taką czy inną odległość, by stanąć twarzą w twarz w istotą, która do tej pory była spowita swoistą tajemniczością, wynikającą z faktu, że znajdowała się po drugiej stronie internetu :)/ komputera/ monitora czy Polski :), a moja obecność w jej miała wyrażała się ciągiem znaków na komputerze :).
Częstochowa rozczarowała mnie tym, że trzeba się nieźle nawędrować, by znaleźć miejsca z kawą i czymś słodkim do "wszamania", ale może to poszukiwanie wynikało z faktu, że miasto znam tak bardzo, że aż wcale :). No i uważam, że "gród Częstocha" ( kto miał gramatykę historyczną, ten wie o co chodzi :D ) jest kiepsko oznakowany. Kołowałam długo po mieście, by dotrzeć na pks, ale w końcu udało mi się to dzięki autobusowi, który wypatrzyłam i za którymi jechałam i dojechałam tam, gdzie czekały już na mnie Szanowne Panie Blogujące :).
Pogoda dopisała, humor i towarzystwo znakomite więc czego chcieć więcej? Były "słitaśne focie" z ręki ( i to nie jednej :P ), było gadanie, śmiech i przesiadywanie na murku, który chyba nigdy wcześniej nie był obiektem postoju ( a właściwie bardziej okupacji ... ) czterech istot zaopatrzonych w mandarynki, ciastka, masło, chlebek i ogórka ( ogórek wzbudzał moją największą radość, nie wiem dlaczego :D ) oraz wiele innych rzeczy, które zaliczyć można do kobiecego niezbędnika :D.
I było spotkanie jeszcze jedno, nieoczekiwane, które mnie równie niesamowicie ucieszyło. Spotkałam pewnego kapłana, którego lata nie widziałam, a któremu wiele zawdzięczam. Jak to powiedziała Blogująca Ekonomicznie PaniKa - "Przypadek? Nie sądzę :D". Weszłyśmy do kaplicy Cudownego Obrazu. Ludzi mnóstwo, bo Szensztat świętował. Stanęłyśmy sobie z tyłu, obok mnie widzę faceta. Jakiś taki dziwnie znajomy. Se myślę "On czy nie on?". Stanęłam jakieś 20 cm od niego, zerkam z boku, on na mnie, ale nic, zero reakcji. Se myślę - nie będę zaczepiać, bo głupio tak. I w końcu znak do odwrotu - opuszczamy z Towarzyszką kaplicę. Zasiadamy na ławeczce, gadu gadu, pstryk pstryk ( moment słit foci ) i nagle idzie sobie gość wypatrzony przez mnie wcześniej. I akcja jak filmie: On przechodzi, ja za nim i się drę: "Ojciec X.??? ". Zatrzymuje się, odwraca - tak, to on :D ! Wow! Szok! Gadamy, radość obopólna, zaproszanie do miasta Z. otrzymuję i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się z niego skorzystać. Wracam na ławeczkę pełna wdzięczności wobec Najwyższej Instancji za spotkanie :).
W końcu docieramy do bazy noclegowej. Peszymy sąsiadkę, która obczaja nasz pokój z okna na przeciwko ( potem zerka, kamuflując sie za firanką ). Szukamy internetu - nie ma ! Moja sieć o barwie pomarańczy okazała się nie do połączenia. Chwila przerwy na ogarnięcie i powrót do miasta. Wieczorny spacer i wypad do pizzerii. Jedzonko smacznym było, herbata mokra, obsługa specyficzna, ale Pani Ag. znakomicie sobie radziła w postępowaniu z nią. Ostatni punkt programu - Apel Jasnogórski. Lubię, lubię, choć wolę wysłuchać go siedząc na zewnątrz niż stojąc w kaplicy. Z resztą, tu czy tam - skupiam się tak samo. Choć nie, w kaplicy to się skupiam, by nie paść ( tłok, zaduch mi nie sprzyjają ), a na zewnątrz na modlitwie :)
W niedzielę pobudka skoro świt ( choć nocka była krótsza o godzinę ) i Eucharystia w Karmelu. Zajmujemy pozycje na tyłach, po drugiej stronie kraty wspólnota mniszek ( przeliczanie - stanęło na tym, że jest ich 15 ), a na wprost - Matka Przełożona i jej zastępczyni. I miłe zaskoczenie, że kobieta, którą w tamtym roku widziałam jako postulantkę, otrzymała habit i odbywa nowicjat, w czym też niech Pan Bóg jej błogosławi :).
Następny epizod pod "Biedrą" ( mój ulubiony sklep ). Stoimy, konwersujemy. Ze sklepu wychodzi dwóch gości, chyba z lekka narąbani i nagle jeden z nich rzuca bułkę ( taką do jedzenia, świeżą jeszcze, chyba właśnie zakupioną ). Pieczywo toczy się przez parking i zatrzymuje blisko mnie. Ogarnia mnie gniew i złość, bo większość narodu na chleb ciężko pracuje, a ten tak poniewiera pieczywko. A tak się nie robi. Podchodzę do bułki, biorę i niosę na trawnik, by zwierzę jakieś ją zjadło. Kolesie stoją przy wejściu i obserwują. W końcu jeden z nich rzuca pijane: "DZIĘKUJĘ".
Kawa i ciasto w "anielskim" towarzystwie. Serdeczna rozmowa. Dobry czas, pozytywny, ubogacający.
Chwila pożegnania, Wędrowniczki ruszają na dworzec, ja na Jasną Górę. Adoracja w kaplicy z Najśw. Sakramentem, modlitwa w kaplicy Matki Bożej, droga krzyżowa i brewiarz na wałach. Na koniec wizyta w księgarni. Troszkę się obkupiłam ( myśli Małej Arabki, "Ekstremalne rekolekcje" i "To nie Twoja wina"). Wpadł mi też w łapki dzienniczek św. Teresy od Jezusa de los Andes. Muszę to kupić przy najbliższej okazji. A swoją drogą, to dużo myślę o tym, że oto kolejne karmelitanki, które odeszły do Pana w kwiecie wieku, a Kościół wyniósł je do chwały ołtarzy. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - l. 24, św. Teresa de los Andes - l. 20, Bł. Miriam - l. 33....[ Nic, tylko wstępować do Karmelu :D]
A tak poważnie to jaka musi być siła ( ? ) Karmelu, jak miła Panu Bogu taka forma życia, skoro mamy tyle Świętych i Błogosławionych Braci i Sióstr OCD... Podziwiam radykalizm życia za kratą, ale jeszcze bardziej podziwiam prostotę, oderwanie od tego, co wypełnia zazwyczaj ludzką egzystencję ( relacje, związki, rozrywki, pracę zawodową, media itd ), ukochanie Jezusa i zdanie się na Niego całkowicie. Bo nie wyobrażam sobie żadnego innego powodu, dla którego 21 kobiet zamyka się w jednym domu i tam trwa do końca swych dni. Tylko jak się na to spojrzy oczyma wiary, to można przyjąć, że karmelitańskie siostry kochają swego Mistrza i ta Miłość jest siłą napędową...
Dobrze, schodzimy na ziemię ( choć Karmel nie jest od niej oderwany ). Na Jasnej Górze polecałam wszystkie intencje, którymi się ze mną podzieliliście. Obiecałam i słowa dotrzymałam :)! I dziękuję tym, którzy modlili się o bezpieczne podróżowanie dla mnie - nie było żadnych problemów na drodze, cała i zdrowa wróciłam do domu. Dziękuję Wam, że jesteście i że ubogacacie mnie odwiedzając ten blog, pisząc komentarze, e-maile...
Dziękuję! To dla mnie naprawdę ogromnie wiele znaczy! Wszystkiego dobrego Wam życzę i gorąco pozdrawiam!
miniony weekend był bardzo interesujący i obfitował w spotkania na szczeblu... międzymiastowym :D ! A to wszystko dzięki internetowi, który sprawił, że gdzieś w tej wirtualnej przestrzeni zrodziły się znajomości, które zaowocowały spotkaniami w "realu" ( choć lepiej powiedzieć, że w Biedrze :D ). I choć już wielokrotnie jarałam się tym, że poznają nowe osoby przez "sieć", pora, bym powtórzyła to raz jeszcze. Bo to dla mnie mega sprawa, że oto piszę sobie z kimś, wymieniam uwagi, gadam przez skypa, piszę smsmy i któregoś dnia spotykamy w wybranym mieście :). To mnie kręci i daje mega radość, że komuś chce się pokonywać taką czy inną odległość, by stanąć twarzą w twarz w istotą, która do tej pory była spowita swoistą tajemniczością, wynikającą z faktu, że znajdowała się po drugiej stronie internetu :)/ komputera/ monitora czy Polski :), a moja obecność w jej miała wyrażała się ciągiem znaków na komputerze :).
Częstochowa rozczarowała mnie tym, że trzeba się nieźle nawędrować, by znaleźć miejsca z kawą i czymś słodkim do "wszamania", ale może to poszukiwanie wynikało z faktu, że miasto znam tak bardzo, że aż wcale :). No i uważam, że "gród Częstocha" ( kto miał gramatykę historyczną, ten wie o co chodzi :D ) jest kiepsko oznakowany. Kołowałam długo po mieście, by dotrzeć na pks, ale w końcu udało mi się to dzięki autobusowi, który wypatrzyłam i za którymi jechałam i dojechałam tam, gdzie czekały już na mnie Szanowne Panie Blogujące :).
Pogoda dopisała, humor i towarzystwo znakomite więc czego chcieć więcej? Były "słitaśne focie" z ręki ( i to nie jednej :P ), było gadanie, śmiech i przesiadywanie na murku, który chyba nigdy wcześniej nie był obiektem postoju ( a właściwie bardziej okupacji ... ) czterech istot zaopatrzonych w mandarynki, ciastka, masło, chlebek i ogórka ( ogórek wzbudzał moją największą radość, nie wiem dlaczego :D ) oraz wiele innych rzeczy, które zaliczyć można do kobiecego niezbędnika :D.
I było spotkanie jeszcze jedno, nieoczekiwane, które mnie równie niesamowicie ucieszyło. Spotkałam pewnego kapłana, którego lata nie widziałam, a któremu wiele zawdzięczam. Jak to powiedziała Blogująca Ekonomicznie PaniKa - "Przypadek? Nie sądzę :D". Weszłyśmy do kaplicy Cudownego Obrazu. Ludzi mnóstwo, bo Szensztat świętował. Stanęłyśmy sobie z tyłu, obok mnie widzę faceta. Jakiś taki dziwnie znajomy. Se myślę "On czy nie on?". Stanęłam jakieś 20 cm od niego, zerkam z boku, on na mnie, ale nic, zero reakcji. Se myślę - nie będę zaczepiać, bo głupio tak. I w końcu znak do odwrotu - opuszczamy z Towarzyszką kaplicę. Zasiadamy na ławeczce, gadu gadu, pstryk pstryk ( moment słit foci ) i nagle idzie sobie gość wypatrzony przez mnie wcześniej. I akcja jak filmie: On przechodzi, ja za nim i się drę: "Ojciec X.??? ". Zatrzymuje się, odwraca - tak, to on :D ! Wow! Szok! Gadamy, radość obopólna, zaproszanie do miasta Z. otrzymuję i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się z niego skorzystać. Wracam na ławeczkę pełna wdzięczności wobec Najwyższej Instancji za spotkanie :).
W końcu docieramy do bazy noclegowej. Peszymy sąsiadkę, która obczaja nasz pokój z okna na przeciwko ( potem zerka, kamuflując sie za firanką ). Szukamy internetu - nie ma ! Moja sieć o barwie pomarańczy okazała się nie do połączenia. Chwila przerwy na ogarnięcie i powrót do miasta. Wieczorny spacer i wypad do pizzerii. Jedzonko smacznym było, herbata mokra, obsługa specyficzna, ale Pani Ag. znakomicie sobie radziła w postępowaniu z nią. Ostatni punkt programu - Apel Jasnogórski. Lubię, lubię, choć wolę wysłuchać go siedząc na zewnątrz niż stojąc w kaplicy. Z resztą, tu czy tam - skupiam się tak samo. Choć nie, w kaplicy to się skupiam, by nie paść ( tłok, zaduch mi nie sprzyjają ), a na zewnątrz na modlitwie :)
W niedzielę pobudka skoro świt ( choć nocka była krótsza o godzinę ) i Eucharystia w Karmelu. Zajmujemy pozycje na tyłach, po drugiej stronie kraty wspólnota mniszek ( przeliczanie - stanęło na tym, że jest ich 15 ), a na wprost - Matka Przełożona i jej zastępczyni. I miłe zaskoczenie, że kobieta, którą w tamtym roku widziałam jako postulantkę, otrzymała habit i odbywa nowicjat, w czym też niech Pan Bóg jej błogosławi :).
Następny epizod pod "Biedrą" ( mój ulubiony sklep ). Stoimy, konwersujemy. Ze sklepu wychodzi dwóch gości, chyba z lekka narąbani i nagle jeden z nich rzuca bułkę ( taką do jedzenia, świeżą jeszcze, chyba właśnie zakupioną ). Pieczywo toczy się przez parking i zatrzymuje blisko mnie. Ogarnia mnie gniew i złość, bo większość narodu na chleb ciężko pracuje, a ten tak poniewiera pieczywko. A tak się nie robi. Podchodzę do bułki, biorę i niosę na trawnik, by zwierzę jakieś ją zjadło. Kolesie stoją przy wejściu i obserwują. W końcu jeden z nich rzuca pijane: "DZIĘKUJĘ".
Kawa i ciasto w "anielskim" towarzystwie. Serdeczna rozmowa. Dobry czas, pozytywny, ubogacający.
Chwila pożegnania, Wędrowniczki ruszają na dworzec, ja na Jasną Górę. Adoracja w kaplicy z Najśw. Sakramentem, modlitwa w kaplicy Matki Bożej, droga krzyżowa i brewiarz na wałach. Na koniec wizyta w księgarni. Troszkę się obkupiłam ( myśli Małej Arabki, "Ekstremalne rekolekcje" i "To nie Twoja wina"). Wpadł mi też w łapki dzienniczek św. Teresy od Jezusa de los Andes. Muszę to kupić przy najbliższej okazji. A swoją drogą, to dużo myślę o tym, że oto kolejne karmelitanki, które odeszły do Pana w kwiecie wieku, a Kościół wyniósł je do chwały ołtarzy. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - l. 24, św. Teresa de los Andes - l. 20, Bł. Miriam - l. 33....[ Nic, tylko wstępować do Karmelu :D]
A tak poważnie to jaka musi być siła ( ? ) Karmelu, jak miła Panu Bogu taka forma życia, skoro mamy tyle Świętych i Błogosławionych Braci i Sióstr OCD... Podziwiam radykalizm życia za kratą, ale jeszcze bardziej podziwiam prostotę, oderwanie od tego, co wypełnia zazwyczaj ludzką egzystencję ( relacje, związki, rozrywki, pracę zawodową, media itd ), ukochanie Jezusa i zdanie się na Niego całkowicie. Bo nie wyobrażam sobie żadnego innego powodu, dla którego 21 kobiet zamyka się w jednym domu i tam trwa do końca swych dni. Tylko jak się na to spojrzy oczyma wiary, to można przyjąć, że karmelitańskie siostry kochają swego Mistrza i ta Miłość jest siłą napędową...
Dobrze, schodzimy na ziemię ( choć Karmel nie jest od niej oderwany ). Na Jasnej Górze polecałam wszystkie intencje, którymi się ze mną podzieliliście. Obiecałam i słowa dotrzymałam :)! I dziękuję tym, którzy modlili się o bezpieczne podróżowanie dla mnie - nie było żadnych problemów na drodze, cała i zdrowa wróciłam do domu. Dziękuję Wam, że jesteście i że ubogacacie mnie odwiedzając ten blog, pisząc komentarze, e-maile...
Dziękuję! To dla mnie naprawdę ogromnie wiele znaczy! Wszystkiego dobrego Wam życzę i gorąco pozdrawiam!
czwartek, 27 marca 2014
stan obecny
Od dziś łykam antybiotyk. Przepisał mi go mój lekarz rodzinny. Czekałam na gościa 1,5 godziny i było to strasznie irytujące. Piję syrop, zagryzam tabletkami do ssania. W sobotę wyjeżdżam do Częstochowy. Dziękuję, że podzieliliście się ze mną intencjami... Będę o Was pamiętać, a Was proszę o modlitwę, aby spokojnie i bezpiecznie dojechała do celu i stamtąd wróciła. Dziękuję...
Zastanawiam się nad swoją własną intencją i ... mam problem ... ale bardzo chcę stanąć na Jasnej Górze, tęsknię za tym miejscem. W niedzielę, oczywiście, Eucharystia w Karmelu.
Mam od wczoraj urlop, nawet dobrze wyszło z tym moim chorowaniem, przynajmniej nie muszę brać zwolnienia lekarskiego.... Dużo myślę, o sobie i o życiu, dochodzę do wniosków, stwierdzam fakty, wymyślam, co by zmienić... Wypijam hektolitry herbaty, soków i melisy, kawy trochę mniej, ale jednak. I oglądam seriale, teraz drugi odcinek "Gry o tron", jeszcze nie jestem zafascynowana, ale zapowiada się ciekawie.
poniedziałek, 24 marca 2014
nieoczekiwanie
Wczoraj nieoczekiwane spotkanie z panem A-em, pizza i kino. W planach wyjazd do "Big City" :).
W najbliższy weekend wyprawa do Częstochowy. Włącza mi się tryb "PODRÓŻNIK", pora mysleć o planowaniu trasy, pakowaniu, przygotowaniu samochodu itd. Chętnie zabiorę Wasze intencje więc jeśli ktoś czuje potrzebę, zapraszam do kontaktu przez formularz...
A dziś... deszcz! Ale lubię taką pogodę wiec nastrój dobry :). Mam ochotę na brzoskwinie ze słoika, pora udać się do spiżarni :)...
W najbliższy weekend wyprawa do Częstochowy. Włącza mi się tryb "PODRÓŻNIK", pora mysleć o planowaniu trasy, pakowaniu, przygotowaniu samochodu itd. Chętnie zabiorę Wasze intencje więc jeśli ktoś czuje potrzebę, zapraszam do kontaktu przez formularz...
A dziś... deszcz! Ale lubię taką pogodę wiec nastrój dobry :). Mam ochotę na brzoskwinie ze słoika, pora udać się do spiżarni :)...
niedziela, 23 marca 2014
łatwizna
Łatwizna w tym sensie, że zamiast pisać długaśny post o minionym tygodniu, użyję kilku obrazków..
W sobotę ( ale nie wczorajszą, tylko wcześniejszą... ) czułam się tak:

W niedzielę pizza i pogaduchy o życiu obecnym i przeszłym....
PONIEDZIAŁEK
Lekka desperacja i ból istnienia ...
Piosenka, jedna z tych, co sercu nasjblizsze KLIK
WTOREK
ŚRODA - CZWARTEK - PIĄTEK.....
Nie żebym lubila hip hop, ale jakoś tak trafiłam na te piosenkę KLIK
PIĄTEK
Rozmowa ze znajomą, krotki spacer i droga krzyżowa, na którą wybrałam się mimo zmęczenia.
I dobrze, ze poszłam. Pomogło...
SOBOTA....
autorefleksyjna, pełna skrajnych emocji i pracy fizycznej; sprzeczka z Mamą...
I piosenka, piękna, bardzo ją lubię KLIK
NIEDZIELA...
dobry dzień, spokojny, poranna kawa i lektura.
środa, 19 marca 2014
foch forever z przytupem
Jestem troche skołowana... Pewna znajomośc przybiera totalnie nieoczekiwany kształt i sama nie wiem, co o tym myślec. Długo gadaliśmy( jak zawsze ), potem przez pół nocy porady sercowe i jestem wściekła. Chyba to jest adekwatne słowo. I bezradna. Ale i zaskoczona samą sobą. I tak sobie myśle, że już chyba dłużej nie zdzierże. Albo wygarną wszystko, albo zamilknę i dalej będę się frustrować. Nie boję się powiedzieć prawdy, boję się, jak to wpłynie na relację. Z tą osobą żyć mi trudno, ale nie wiem, czy umiałabym bez niej.... Kuuuuu.........., no, kuuuuuuuuuu......
Potrzebuję rozmowy z kimś, kto mnie przywoła do porządku, ale z tym może być trudno, bo jedyna osoba, która w tym momencie mogłaby mi pomóc.... zna mnie od lat, ale nie chcialabym z nim o tym gadać, bo uzna, że jestem totalną idiotką. Błędne koło.
Widzę jedno rozwiązanie, rozum podpowiada, że jest właściwe choć, OCZYWIŚCIE, najtrudniejsze ze wszystkich możliwych Tylko...czy ma sens?
Być może na ten mój pseudofilozoficzny bełkot ma wpływ nieprzespana noc i ilość wypitego alkoholu... ale nie, nie dołuję się, ja jestem po prostu wkurzona, na siebie, na niego, na nich - logika kobieca - OMG!
WNIOSEK
d*** jestem, a nie przyjaciółka.... na prośbę wysłuchałam i doradziłam tak, jak chyba każdy doradziłby na moim miejscu ( BO PO LUDZKU I MORALNIE należałoby rozwiązać problem właśnie tak.... ), ale w głębi serca totalnie co innego czuję! I źle mi z tą rozbieżnością.... A prawdy powiedzieć nie mogę....
Potrzebuję rozmowy z kimś, kto mnie przywoła do porządku, ale z tym może być trudno, bo jedyna osoba, która w tym momencie mogłaby mi pomóc.... zna mnie od lat, ale nie chcialabym z nim o tym gadać, bo uzna, że jestem totalną idiotką. Błędne koło.
Widzę jedno rozwiązanie, rozum podpowiada, że jest właściwe choć, OCZYWIŚCIE, najtrudniejsze ze wszystkich możliwych Tylko...czy ma sens?
Być może na ten mój pseudofilozoficzny bełkot ma wpływ nieprzespana noc i ilość wypitego alkoholu... ale nie, nie dołuję się, ja jestem po prostu wkurzona, na siebie, na niego, na nich - logika kobieca - OMG!
WNIOSEK
d*** jestem, a nie przyjaciółka.... na prośbę wysłuchałam i doradziłam tak, jak chyba każdy doradziłby na moim miejscu ( BO PO LUDZKU I MORALNIE należałoby rozwiązać problem właśnie tak.... ), ale w głębi serca totalnie co innego czuję! I źle mi z tą rozbieżnością.... A prawdy powiedzieć nie mogę....
wtorek, 18 marca 2014
"szczelilo" :D
Nooo, Drogie Panie, Panny i Dziewczęta, wielkie dzięki za wczorajszą akcję :D !!!! Jesteście przekochane, przecudowne i zdolne do poświęceń :* !
Witam Was gorąco u progu kolejnej "dwudziestki" mojej blogowej przygody, a więc w momencie szczególnym i przełomowym :) ! Jestem zaszczycona, że ten blog odwiedzają tak zacne osobistości, komentują, dyskutują, wyrażają opinie, wspierają moje różne dziwne pomysły ( jak np. wczorajszy ) i po prostu SĄ :* ! Są nie tylko wirtualnie, ale i w "realu"! Wszystkiego najlepszego Wam życzę i pozdrawiam najserdeczniej! :)
Witam Was gorąco u progu kolejnej "dwudziestki" mojej blogowej przygody, a więc w momencie szczególnym i przełomowym :) ! Jestem zaszczycona, że ten blog odwiedzają tak zacne osobistości, komentują, dyskutują, wyrażają opinie, wspierają moje różne dziwne pomysły ( jak np. wczorajszy ) i po prostu SĄ :* ! Są nie tylko wirtualnie, ale i w "realu"! Wszystkiego najlepszego Wam życzę i pozdrawiam najserdeczniej! :)
poniedziałek, 17 marca 2014
pomóż dobić ! :*
Kto pomoże dobić jak najprędzej 20. tysięcy odsłon bloga :) ? Niby mała rzecz, a ile radości by mi sprawiła :D ...
różańcowa alergia
Mam alergię na słońce! Jest słońce i wiosna - humor mi nie dopisuje. Wiatr wieje, pochmurno jest - Marta w dobrym nastroju. Chyba coś ze mną nie tak... :)
Pani B. dostała ode mnie różaniec. Spotkałyśmy się na pogaduchy po długim niewidzeniu, coś tam chowałam do torebki, zobaczyłam swój różaniec i nagle usłyszałam samą siebie jak pytam, czy moja towarzyszka ma różaniec. "Nie?... No to masz, nie myśl sobie, że jestem nawiedzona albo chcę Cię tutaj nawracać, ale masz, może się czasem przydać jak nadziei braknie lub gdy przyjdą ciężkie chwile." Sama jestem zaskoczona swoim gestem, co ja piszę - już samo pytanie mnie zaskoczyło! - bo choć znamy się od kilkunastu lat to jakoś nigdy nie gadałyśmy o wierze... Ale przyjęła, zero głupich komentarzy czy dziwnego reagowania, a nawet powiedziała, że od jakiegoś czasu myślała, by kupić, bo jej się rozerwał.... No, niech jej służy :)...
A kto chętny na imprezę upamiętniającą TRZYDZIESTE urodziny Martuhy ? :D :D :D
Pani B. dostała ode mnie różaniec. Spotkałyśmy się na pogaduchy po długim niewidzeniu, coś tam chowałam do torebki, zobaczyłam swój różaniec i nagle usłyszałam samą siebie jak pytam, czy moja towarzyszka ma różaniec. "Nie?... No to masz, nie myśl sobie, że jestem nawiedzona albo chcę Cię tutaj nawracać, ale masz, może się czasem przydać jak nadziei braknie lub gdy przyjdą ciężkie chwile." Sama jestem zaskoczona swoim gestem, co ja piszę - już samo pytanie mnie zaskoczyło! - bo choć znamy się od kilkunastu lat to jakoś nigdy nie gadałyśmy o wierze... Ale przyjęła, zero głupich komentarzy czy dziwnego reagowania, a nawet powiedziała, że od jakiegoś czasu myślała, by kupić, bo jej się rozerwał.... No, niech jej służy :)...
A kto chętny na imprezę upamiętniającą TRZYDZIESTE urodziny Martuhy ? :D :D :D
czwartek, 13 marca 2014
na ostro - Martuha "rzuca miesem"
Z serii: "Dialogi Martuhy"
M.: - W ogóle to postanowiłam tak ładniej i bardziej elegancko sie wypowiadac...
X: - Tak? A czemu tak?
M.: - Bo "no" i "kur***" są fajne, ale czasem to jednak za malo :D
X.: - :D :D :D
***
Od rana doskwiera mi bol kregoslupa. W pewnym momencie stal sie tak wielki, że jedyna myśl, jaka mój mózg wystosowal to nie było standardowe: "O jak mnie strasznie kregoslup boli", ale totalnie desperackie i mało kulturalne: "O, jak mnie kur***o napier**** kregoslup ". A wszystko przez prace przy komputerze... Jak fajnie, że istnieja środki przeciwbólowe :)!
***
Znajome "Cialo Pedagogiczne" opowiedziało mi kawał ( mam nadzieje, że nie spale... ):
Idzie sobie Trynkiewicz z małym chłopcem na spacer do lasu. Dziecko jakies takie wystraszone i kroczy niemrawo, i sie ociaga, na co Trynkiewicz mówi: - Nic sie boj, pomyśl, że ja przez ten las bede musial wracac sam...
***
I wspomniec musze o znajomym, który na pytanie: "Co słychac", odpowiada czasem z promiennym uśmiechem i gracją: "Chu***wo".
***
A ja lubie zwrot podobny, ale troche zmodyfikowany: "Kijowo, ale stabilnie"
M.: - W ogóle to postanowiłam tak ładniej i bardziej elegancko sie wypowiadac...
X: - Tak? A czemu tak?
M.: - Bo "no" i "kur***" są fajne, ale czasem to jednak za malo :D
X.: - :D :D :D
***
Od rana doskwiera mi bol kregoslupa. W pewnym momencie stal sie tak wielki, że jedyna myśl, jaka mój mózg wystosowal to nie było standardowe: "O jak mnie strasznie kregoslup boli", ale totalnie desperackie i mało kulturalne: "O, jak mnie kur***o napier**** kregoslup ". A wszystko przez prace przy komputerze... Jak fajnie, że istnieja środki przeciwbólowe :)!
***
Znajome "Cialo Pedagogiczne" opowiedziało mi kawał ( mam nadzieje, że nie spale... ):
Idzie sobie Trynkiewicz z małym chłopcem na spacer do lasu. Dziecko jakies takie wystraszone i kroczy niemrawo, i sie ociaga, na co Trynkiewicz mówi: - Nic sie boj, pomyśl, że ja przez ten las bede musial wracac sam...
***
I wspomniec musze o znajomym, który na pytanie: "Co słychac", odpowiada czasem z promiennym uśmiechem i gracją: "Chu***wo".
***
A ja lubie zwrot podobny, ale troche zmodyfikowany: "Kijowo, ale stabilnie"
środa, 12 marca 2014
recenzje i "opr"
Zbieram się do pisania i zebrać nie mogę, dwa posty zapisane w wersjach roboczych, ale jeszcze przyjdzie pora na ich wykorzystanie. Tymczasem pora ogłosić, że wiosna wokół, dzień coraz dłuższy i coraz częściej powracające pytanie: "Co dalej?". Jakiś taki zastój u mnie, choć sporo spotkań ze znajomymi za mną i przede mną. Czegoś mi brakuje, ale sama nie wiem czego. Może ten czas jest mi dany, by nabrać sił, energii i odpocząć? Sama nie wiem...
W mojej rodzinie trochę się dzieje, ale nie są to wydarzenia zbyt pomyślne, mam więc nadzieję, że ten kiepski czas minie prędko. Żal patrzeć jak pewne osoby postępują, ale odezwać się nie można, bo wszystko wiedzą najlepiej i konflikt gotowy. A awantury nie są nam potrzebne.
Byłam w kinie na "Kamieniach na szaniec". Muzyka mi się podobała, no i postać "Rudego" w kreacji Tomasza Ziętka - pogratulować gry. A "Zośka" mnie strasznie irytował, nie wiem czy bardziej sam aktor, czy bohater. W filmie Glińskiego zagrali też m.in. Marian Dziędziel, Danuta Stenka, Artur Żmijewski i Krzysztof Globisz. Ten ostatni zagrał profesora, ojca "Rudego" i wszystko fajnie, bo lubię Globisza, ale w "Czasie honoru" osadzili go w podobnej roli ( profesor polonistyki, ojciec Lenki - ukochanej Janka ) i mi się miksowały czasem te dwie produkcje. Reasumujac, "Kamienie na szaniec" mnie nie porwały mnie, ale, o dziwo, zainspirowały do ponownego przeczytania książki, czego pewnie nie uczynię. Teraz pochłaniam "Dzienniczek" S. Faustyna oraz "Rozmowy z Prałatem Escrivą". Wstyd się przyznać, ale Siostrę Kowalską miałam zawsze za taką, ekhm, bardzo poważną i może nieco "sztywną", choć przekazana przez Nią prawda o Bożym Miłosierdziu zapisała się głęboko w moim sercu. Teraz jednak, gdy czytam "Dzienniczek" już jako osoba "trochę" dorosła i trochę znająca życie, wiedzę S. Faustynę jako osobę delikatną i subtelną, ale jednocześnie bardzo silną ( w sensie osobowości, charakteru, wiary... ), kochającą Boga, i bliźnich. Już mnie ta Święta Siostra nie onieśmiela, ale budzi ogromną sympatię i szacunek.
I św. Josemaria Esrcriva... Kocham, kocham Go całym sercem ( od momentu, gdy w moje ręce trafiła "Droga...") i z wielką radością czytam Jego pisma. A w księgarni przeglądałam "Notatki.." Bł. Jana Pawła II. Zastanawiałam się nad ich zakupem, ale ostatecznie stwierdziłam, że chyba będą dla mnie za trudne. Inna sprawa, że nie wiem co myśleć o tym, że Kard. Dziwisz opublikował te zapiski. Budzi to moje mieszane uczucia...
A w pracy dziś "opr", chyba pierwszy w życiu i nie do końca sprawiedliwy. Szlag mnie o mało nie trafił, ale słowem się nie odezwałam. Jestem "miszczem" opanowania, bo miałam akurat w dłoni okulary i siłą woli się powstrzymałam, by ich nie cisnąć o podłogę czy nie rozwalić w inny sposób. I się udało. Mam coraz większą ochotę zwiać z tej wielkiej "korporacji", ale póki nie mam innego miejsca zatrudnienia, nie mogę tego uczynić.
I jeszcze akcja z mamą - dostałam gazetę z podkreślonymi ogłoszeniami chłopaków "do wzięcia". Kurka, myślałam, że fazę poszukiwania przez rodziców partnera dla mnie mam już dawno za sobą, a tu na nowo ich bierze...
W mojej rodzinie trochę się dzieje, ale nie są to wydarzenia zbyt pomyślne, mam więc nadzieję, że ten kiepski czas minie prędko. Żal patrzeć jak pewne osoby postępują, ale odezwać się nie można, bo wszystko wiedzą najlepiej i konflikt gotowy. A awantury nie są nam potrzebne.
Byłam w kinie na "Kamieniach na szaniec". Muzyka mi się podobała, no i postać "Rudego" w kreacji Tomasza Ziętka - pogratulować gry. A "Zośka" mnie strasznie irytował, nie wiem czy bardziej sam aktor, czy bohater. W filmie Glińskiego zagrali też m.in. Marian Dziędziel, Danuta Stenka, Artur Żmijewski i Krzysztof Globisz. Ten ostatni zagrał profesora, ojca "Rudego" i wszystko fajnie, bo lubię Globisza, ale w "Czasie honoru" osadzili go w podobnej roli ( profesor polonistyki, ojciec Lenki - ukochanej Janka ) i mi się miksowały czasem te dwie produkcje. Reasumujac, "Kamienie na szaniec" mnie nie porwały mnie, ale, o dziwo, zainspirowały do ponownego przeczytania książki, czego pewnie nie uczynię. Teraz pochłaniam "Dzienniczek" S. Faustyna oraz "Rozmowy z Prałatem Escrivą". Wstyd się przyznać, ale Siostrę Kowalską miałam zawsze za taką, ekhm, bardzo poważną i może nieco "sztywną", choć przekazana przez Nią prawda o Bożym Miłosierdziu zapisała się głęboko w moim sercu. Teraz jednak, gdy czytam "Dzienniczek" już jako osoba "trochę" dorosła i trochę znająca życie, wiedzę S. Faustynę jako osobę delikatną i subtelną, ale jednocześnie bardzo silną ( w sensie osobowości, charakteru, wiary... ), kochającą Boga, i bliźnich. Już mnie ta Święta Siostra nie onieśmiela, ale budzi ogromną sympatię i szacunek.
I św. Josemaria Esrcriva... Kocham, kocham Go całym sercem ( od momentu, gdy w moje ręce trafiła "Droga...") i z wielką radością czytam Jego pisma. A w księgarni przeglądałam "Notatki.." Bł. Jana Pawła II. Zastanawiałam się nad ich zakupem, ale ostatecznie stwierdziłam, że chyba będą dla mnie za trudne. Inna sprawa, że nie wiem co myśleć o tym, że Kard. Dziwisz opublikował te zapiski. Budzi to moje mieszane uczucia...
A w pracy dziś "opr", chyba pierwszy w życiu i nie do końca sprawiedliwy. Szlag mnie o mało nie trafił, ale słowem się nie odezwałam. Jestem "miszczem" opanowania, bo miałam akurat w dłoni okulary i siłą woli się powstrzymałam, by ich nie cisnąć o podłogę czy nie rozwalić w inny sposób. I się udało. Mam coraz większą ochotę zwiać z tej wielkiej "korporacji", ale póki nie mam innego miejsca zatrudnienia, nie mogę tego uczynić.
I jeszcze akcja z mamą - dostałam gazetę z podkreślonymi ogłoszeniami chłopaków "do wzięcia". Kurka, myślałam, że fazę poszukiwania przez rodziców partnera dla mnie mam już dawno za sobą, a tu na nowo ich bierze...
piątek, 7 marca 2014
w konteksie TU i TERAZ...
"O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy; pieczętuje pieczęcią na wieki" (Dz. 62).
św. S. M. Faustyna Kowalska
środa, 5 marca 2014
nic
Są osoby, dla których nigdy nie bede tak ważna, jak one są dla mnie. Trzeba mi to zaakceptowac i cieszyc sie tym, co mi ze swej strony dają i pamietac, że nic mi sie od innych nie należy. I nie chodzi tu o rzeczy materialne, "of corsa" ;)
A niektórym trzeba pozwolic odejsc, tak zwyczajnie, bez ceregieli i uczuciwej szamotaniny.
Test i pobożne życzenie
Jakiś czas temu wspominałam o kumplu, który się coś przestał odzywać. Dobra, zdarza się. Nie myślałam o nim za dużo, a tu dzwoni do mnie i pyta, dlaczego się niego nie odzywam i nie odpisuję na smsy. Zamurowało mnie, ale zapytałam go o to samo. Wyjaśniliśmy sprawę ( moje wiadomości do niego docierały, jego do mnie nie, choc otrzymywał raporty doręczeń ), zakładając, że to pewnie wina operatora ( "I widzisz, w głupi sposób przez operatora byśmy zakończyli znajomość" - on ), a że akurat wybierałam się do miasta, obiecałam, że wpadnę do salonu sieci i wyjaśnię sytuację. Pojechałam, w salonie kazali mi dzwonić do biura obsługi klienta. No, zadzwoniłam i miły pan mnie wysłuchał, a potem stwierdził, że być może ( a nawet prawdopodobnie ) w moim telefonie jest ustawiona blokada smsów od tego numeru. Spędziłam potem prawie godzinę, by znaleźć tę opcję w swojej komórce i faktycznie, okazało się, że nr kumpla jest na liście kontaktów blokowanych. Przywróciło mi to pamięć i przypomniałam sobie, że pewnego dnia strasznie mnie wkurzył i go zablokowałam, potem mi to z głowy wyleciało, ale blokada została. Ech, kobieta :D ! Oczywiście, nie przyznałam mu się, że to ja jestem sprawczynią zamieszania, zwalając wszystko na awarię sieci :D. Ale cieszę się, że znajomy przeszedł pozytywnie przypadkowy test przyjaźni i trochę mu zależy :).
Co poza tym? Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, chcieli mnie zatrudnić, ale nie byłabym w stanie pogodzić tego z obecną pracą. Ja szukałam czegoś dodatkowego, co mogłabym robić w domu, a obejmujac drugie stanowisko, musiałabym spedzac w biurze, w odleglym miescie, kilka godzin tygodniowo. Cóż, nie ta praca. to inna...
Chcialam iśc na adoracje do kościola, do ktorego zawsze zabierala mnie mama, gdy byłam dzieckiem. Wchodze do swiatyni, a tu Najśw. Sakramentu nie ma! Se myślę "Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie go położono"! I nie znalazłam Pana Jezusa w tym przybytku. Szkoda, że nie ma tam juz adoracji, dobrze, że przynajmniej wieczna lampka paliła się przy ołtarzu...
A po południu imieninowa wizyta u Kazimiery - spotkanie z rodziną i dobre jedzonko.
A dziś początek Wielkiego Postu. Nigdy jakoś szczególnie nie lubiłam i nie przeżywałam tego okresu. Może w tym roku pora to zmienić? Pobożne życzenie, mam nadzieję, ze się spełni :)
Co poza tym? Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, chcieli mnie zatrudnić, ale nie byłabym w stanie pogodzić tego z obecną pracą. Ja szukałam czegoś dodatkowego, co mogłabym robić w domu, a obejmujac drugie stanowisko, musiałabym spedzac w biurze, w odleglym miescie, kilka godzin tygodniowo. Cóż, nie ta praca. to inna...
Chcialam iśc na adoracje do kościola, do ktorego zawsze zabierala mnie mama, gdy byłam dzieckiem. Wchodze do swiatyni, a tu Najśw. Sakramentu nie ma! Se myślę "Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie go położono"! I nie znalazłam Pana Jezusa w tym przybytku. Szkoda, że nie ma tam juz adoracji, dobrze, że przynajmniej wieczna lampka paliła się przy ołtarzu...
A po południu imieninowa wizyta u Kazimiery - spotkanie z rodziną i dobre jedzonko.
A dziś początek Wielkiego Postu. Nigdy jakoś szczególnie nie lubiłam i nie przeżywałam tego okresu. Może w tym roku pora to zmienić? Pobożne życzenie, mam nadzieję, ze się spełni :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















